fbpx

„Nie planuję przerwy…” – wywiad z Michałem Szczygłem

Zaczynał w The Voice of Poland, właśnie zakończył swoją pierwszą trasę koncertową, a kolejna płyta już przed nami. Współpracował z wieloma artystami ze środowiska hip-hopowego. Swoja charyzmą i uśmiechem zaskarbił sobie serca wielu słuchaczy w całym kraju, w każdej grupie wiekowej. Jego hity „Spontan” czy „Noga na gaz” towarzyszyły nam przez całe lato. Co wyniósł z The Voice? Jakie różnice widzi pomiędzy hip-hopem, a popem? Jakie jest jego najlepsze wspomnienie w dotychczasowej karierze?

Wiktor Jakubowski: Jesteś na końcówce trasy koncertowej. Jak Ci się podobał ten okres, gdy dom to hotel i jesteś w ciągłej trasie z ekipą?

Prócz bolących pleców, to jest kozaczek na maksa, bo mam mega skład i to jest najlepszy band w Polsce. Z chłopakami koncert zaczyna się, jak schodzimy po występie i dopiero się zaczyna bajlando, jest zajebisty nastrój. Po prostu super goście, z którymi dobrze się spędza czas. Nieważne, czy jedziemy siedem, czy dwie godziny, czas mija jednakowo szybko i niepostrzeżenie trafiamy do domu. Życzę sobie, żeby w przyszłym roku też były takie trasy. Mógłbym z nimi spędzić cały tydzień w busie.

Powiedziałeś „w przyszłym roku”. Czy to oznacza jakieś plany wydawnicze na przyszły rok? Planujesz przerwę?

Nie planuję przerwy, na pewno ukaże się jeszcze jeden singiel z Tak Jak Chcę, raczej będę tworzył nowe utwory i myślę, że z końcem sezonu koncertowego, a zaraz po początku spóźnionego roku szkolnego (chyba, że patrzymy po studencku, to w październiku) zacznie się praca nad nową muzyka w studiu. Już mam takie odruchy, że w trasie wrzucam sobie bity na słuchawki i delikatnie się nastrajam na tworzenie utworów.

Będzie to coś podobnego do Tak jak chcę, czy totalnie inny przelot?

Myślę, że trochę kontynuacja niektórych utworów, które powstawały na samym końcu, ale też nie wiem, czy nie zmienię koncepcji w trakcie. Cały czas myślę nad kształtem tego. Wydaje mi się, że to się wyklaruje na samym końcu. Skonsultuję też moje wizje, pomysły z producentami. No i jeżeli będzie im pasować mój koncept, bo przede wszystkim musimy się zrozumieć, to będziemy strzelać. Na pewno chciałbym uderzyć z 2-3 numerami radiowymi, popowymi, a reszta wyklaruje się wkrótce. Jakiś plan siedzi w mojej głowie. Na pewno nie będę robił jakiegoś dziwnego zwrotu o 180 stopni i całkowicie zmieniał tego, co robię, bo lubię to i jest to spoko według mnie. Chcę kontynuować, bo czuję, że format się jeszcze nie wyczerpał.

fot. Michał Mazurek @mazurek_m

Mówiłeś, że skonsultujesz to z producentami. Jak wygląda u Ciebie proces tworzenia? Jest to w 100% Twój pomysł, czy masz wokół siebie ludzi, którzy Ci doradzają, pomagają?

Oczywiście sam nie produkuje, więc spotykam się z producentami, którzy też kreatywnie do tego podchodzą, zajmują się warstwa produkcyjną. Grają na instrumentach na przykład. Potrafimy razem tworzyć melodie, pisać teksty — jest to wzajemna pomoc. Tak naprawdę, to działa jak jeden organizm. Każdy w innej dziedzinie jest uzdolniony i posiada inne spojrzenie na utwory, przez co się uzupełniamy i jesteśmy w stanie w 2, 3, 4 osoby stworzyć cały utwór.

Z jakim producentem najlepiej wspominasz współpracę?

Świetnie mi się współpracuje z Szymonem Frąckowiakiem, z Kubą Laszukiem, który jest moim gitarzystą w zespole. Tak samo dobrze mi się współpracowało z Hotelem Torino, czyli Dominikiem Buczkowskim i Patrykiem Kumórą. Mam wąskie grono producentów, z którymi pracowałem. Dobre więzi na stopie prywatnej mam też z chłopakami z USL. Najlepiej mi się pracuje z tymi, z którymi najwięcej pracuję. Jedno za sobą drugie pociąga. To z nimi mam najlepszy przelot i robię najwięcej numerów.

Wróćmy na chwilę do początków. Przesłuchania w ciemno, wydanie płyty, pierwsza bardzo duża trasa koncertowa. Jakie jest Twoje najlepsze dotychczasowe wspomnienie, które utkwiło w Twojej pamięci już na zawsze.

Myślę, że takie większe koncerty, które zagrałem, a w zasadzie tryb życia i zbudowanie zespołu, który jest czymś tak dużym i ma w sobie taką wartość emocjonalną i czysto biznesową. Czuję, ile jesteśmy w stanie stworzyć i zarobić, widzę jak bardzo obiecujące jest miejsce, w którym teraz się znajdujemy. To jest chyba najcenniejsze. Samych w sobie wspomnień nie mam. Na mnie nie robią wrażenia występy na scenach w Opolu, czy w Sopocie. Ja to doceniam, jest zajebiście, ale ja to przyjmuję na miękko. Nie spuszczam się w internecie, że nie wiem, co z tym zrobić i płaczę w garderobie. Choć to też nie tak, że nie mam czasu tym się jarać. Dla mnie ważniejsze jest to, co mogę robić, a nie to, co już zrobiłem.

Wydaje mi się, że dla Ciebie te doświadczenia i występy łatwiej przychodzą, ponieważ nie zostałeś wrzucony na głęboką wode, jak niektórzy artyści w tym roku. Zaczynałeś od the Voice’a i właśnie wtedy mogłeś zebrać doświadczenie

To mogła być taka terapia szokowa i na dobrą sprawę nią była, bo ja wcześniej nie grałem nic i tak dalej. Tylko wiesz, to nie skończyło się wraz z programem. Tam jakby działo się najwięcej — kamery, telewizja i cała otoczka, ale później jak grałem koncerty dla ludzi, to nadal odczuwałem stres, tylko on był nieco inny.

 Właśnie mi się przypomniało, co do poprzedniego pytania, co w tym roku jest dla mnie ważne. Z pewnością taki komfort, że wychodzę z chłopakami na scenę i w ogóle się nie przejmuję. Wiem, że my ten koncert zagramy bez problemu, ewentualnie technicznie coś nie gra. Czuję, że chłopaki tak grają, że wchodzimy na pewniaka, a nie czułem się tak jak grałem wcześniej z innymi składami. Teraz gram swój materiał, swoje numery, które tworzyłem, więc jestem na tyle obeznany, że wstaję rano i pamiętam wszystkie utwory, harmonogram występu. Choć i tak zdarzają się pomyłki spowodowane rozproszeniem i emocjami, jakie mi towarzyszą na scenie.

fot. Dagmara Szewczuk @dagsoon

Czy można uznać, że The Voice najbardziej napędziło Twoją karierę, przebiło do mainstreamu?

Chyba nie. Samo reality-show i popularność programu robią swoje, ale w każdym sezonie jest około 50 osób, które się dostały na drugi etap. Każdy z nich ma to samo i może to wykorzystać po swojemu. Sezonów jest dziesięć, więc jest 500 osób, z których zaledwie 10 (przybliżona liczba) osiągnęło sukces na większą skalę. Ttak naprawde mogło to zrobić najwięcej, ale mogło też nic nie znaczyć. Myślę, że najwięcej dały mi utwory, które powstały.

Czyli można uznać, że „Spontan” Cię tak mocno wybił.

Ostatnio zdecydowanie. Fajne jest to, że pierwszy singiel po turnieju, „Nic tu po mnie”, mocno mnie usadził, ale przebiłem to „Spontanem”. Cieszę się, że po kilku latach się to udało.

Wspomniałeś o trenerach. Podczas Twojego przesłuchania obróciły się dwa fotele (Michał Szpak oraz Andrzej Piaseczny). Co gdyby każdy z jurorów był przekonany co do Ciebie, czy Twój wybór byłby inny?

Byłby inny, pewnie wybrałbym Tomsona i Barona. Z perspektywy czasu, już w trakcie programu powiedzieliśmy, że gdybym był w grupie chłopaków, to mógłbym się nie znaleźć w finale. bo mieli bardzo trudna grupę, gdzie była Sabina Mustajewa, Łukasz Kruczkowski, naprawdę grupa śmierci. Poza tym Andrzej jest supergościem. Bardzo mi pomógł mentalnie w trakcie programu i z perspektywy czasu widzę, że lepiej być nie mogło.

Dobrze wspominasz ten czas i dał Ci bardzo dużo.

Ta przygoda mnie wytresowała i usamodzielniła, mega doświadczenie.

Pojawiłeś się na płycie grupy Lowpass, współpracowałeś z Frostim, VBSem, Pawbeatsem. Skąd w ogóle wzięło się działanie z artystami hip-hopowymi?

Sam „jestem hip-hopowy” i jest to gatunek, na którym się wychowałem, sporo go słucham, sprawdzam go na bieżąco. Kiedyś praktycznie żyłem tylko rapem i tak naprawde orientowałem się w całej scenie. Też słuchałem parę lat temu niektórych z tych artystów, z którymi dziś współpracuję. To jest kontynuacja życia w tym gatunku. Wpadamy na siebie, wspieramy się, każdy przypada sobie do gustu muzycznie, odzywa się do mnie, więc to jest naturalna kolej rzeczy. Nic w internecie nie ginie, każdy wie, czego słucham, więc później odzywają się do mnie Ci artyści. 

Częściej ludzie do mnie odzywają się o hit, niż ja do ludzi. Nie ma czegoś takiego, że muszę z kimś nagrać numer. Bardziej skupiam sie na swoich utworach i robieniu ich, aniżeli szukaniu artystów do dogrania się. Featy przychodzą do mnie i nie myślę o gościnnych zwrotkach na swoich materiałach. Chyba, że to sytuacja wyjątkowa, tak jak z Zalią. Razem z chłopakami od początku do końca mieliśmy pomysł na ten utwór.

Jeżeli pasjonowałeś się hip-hopem, to skąd wzięło się tworzenie popu? Predyspozycje wokalne czy wybór?

Myślę, że predyspozycje wokalne, ale też to, że rap to jest muzyka młodych, a ja na przykład za małolata brałem udział w konkursach śpiewania, gdzie się śpiewało, a nie rapowało. Wtedy myślałem, że jest hip-hop i nic poza tym, bo byłem nim przesiąknięty i mnie otaczał. A wychodząc dalej i poznając inne gatunki, okazuje się, że rap to jest kropla w morzu. Myślę, że wszystko dobrze się potoczyło i jestem zadowolony z miejsca, w którym jestem, bo jest uniwersalne i tak naprawdę mam odbiorców z każdej grupy wiekowej. Czuję się zrozumiany niezależnie od tego, czy mnie słucha małolat, czy ktoś starszy. Znaczy to, że ta muza łamie bariery pokoleniowe. 

Czysto liczbowo, jeśli słuchają cię tylko małolaty, to może są wyniki w internecie, ale nie ma ich w radiu czy telewizji. Nie ma cię w świadomości całego społeczeństwa, tylko jesteś w wybranej grupie wiekowej. Ja jestem u każdego i czasem to działa gorzej, ponieważ w sieci bywały gorsze wyniki, teraz już nie narzekam. Reasumując — wszystko ma swoje plusy i minusy. Z drugiej strony, jest to ciekawy wątek do obserwacji i analizy: jakim kawałkiem w jaką grupę wiekową trafiam.

fot. Dagmara Szewczuk @dagsoon

Tworząc dla osób w każdej grupie wiekowej z pewnością masz większe pole do manewru.

Zdecydowanie. Ja się nie zamykam i jestem w stanie w uniwersalny sposób dotrzeć do jakiejś grupy wiekowej. Wiem, że mogę uderzyć szeroko, nie jestem pewien czy byłbym w stanie uderzyć wąsko. Rozchodzi się o to, że ja robię muzę najlepszą, jaką bym mógł. Staram się jak najbardziej mogę i wychodzi mi właśnie to, czyli muzyka, która trafia do szerokiej grupy słuchaczy. Odpowiada mi to i chciałbym to dalej robić

Mimo, że hip-hop i pop powoli się mieszają, to jesteś jednym z tych artystów, którzy mają do czynienia z obydwoma gatunkami. Jakie różnice dostrzegasz między tymi dwoma „światami”?

W hip-hopie jest trochę więcej pozery, w popie jak już ktoś „jest, jaki jest”, to stara się być sobą. W hip-hopie jest sporo mężczyzn, natomiast w popie jest więcej kobiet. To też jest różnica, ponieważ mentalność męska i kobieca różnią się od siebie. Niekoniecznie wybrałbym środowisko hip-hopowe, bo jednak kobiece towarzystwo w branży dobrze wpływa na głowę i na postrzeganie świata, wrażliwość. Panują trochę inne zasady, bo masz do czynienia z kobietami zazwyczaj, a jak różne akcje wychodzą typu dissy, beefy, to nie zdissujesz jakiejś laski. Możesz się z nią nie lubić, ale będziesz ją dissował? Średnio.

Powiedziałeś, że w hip-hopie jest więcej pozery, a media właśnie pop przedstawiały jako miejsce, które jest bardzo sztuczne i nie jest takie, jak za kulisami.

Wiem o co chodzi, ale spójrz. W hip-hopie jest moda na bycie szczerym i prawilnym. Ludzie udają tę prawilność, aby zdobyć sobie serca fanów, którzy uważają te wartości za ważne. W popie nie ma czegoś takiego, że ktoś cię dosłownie powołuje i opisuje jako osobę mega autentyczną. Słuchacze rapu nie rozumieją kreacji i często mają problem z odróżnieniem fikcji literackiej od rzeczywistości. W rapie piszesz numer o czymś autentycznym albo wcale nie piszesz, bo możesz zostać odebrany za osobę nieszczerą. W popie piszesz numer o tym, że zbierasz truskawki na polu. 

Wiadomo, nie możesz pisać numerów o niczym i nie ma odgórnego przekazu, że musisz być autentyczny. Ja już nie mówię o trapie, bo to inna „para kaloszy” i moglibysmy sie o tym rozwodzić 10 godzin, a nie doszlibyśmy do sedna sprawy. W trapie jest mniej tej szczerości. Musimy też spojrzeć na to, jak odbieramy hip-hop jako całość. Inaczej o nim myśleliśmy 10 lat temu, a inaczej teraz. Jak rozmawiamy o twórcach ze starej szkoły, to jest inaczej, niż jak mówimy o młodych. Mnie śmieszy w hip-hopie, że wewnątrz są spory i podziały, a w popie masz pop i nara. W hip-hopie tworzy się wykłócanie się odnośnie swoich racji. Ja jestem ponad tym i o to mi chodzi, skończyłem etap, kiedy w ogóle się rozwodziłem nad takimi rzeczami. Jak ktoś mi powie, że hip-hop jest autentyczny, to ja zaczynam się śmiać, a jak ktoś mi powie, że pop też nie jest taki kolorowy, to przyznam mu rację, no bo wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. 

Możemy to podsumować tak, że hip-hop w odróżnieniu do popu pokazuje autentyczność na pokaz. Oczywiście mowa o niektórych osobach. Nie wrzucamy wszystkich raperów do jednego worka.

Tak. Pamiętajmy o tym, że też są aktorzy w popie i nie ma co generalizować. W hip-hopie zauważyłem, patrząc z boku i mając do czynienia z tą branżą, że jest trochę taki wyścig samców alfa. Zauważyłem, że raperzy czują między sobą nutkę rywalizacji. Ona też ma swoje plusy, pozwala więcej pikanterii do rozmowy wnieść, ale widać czasami niechęć. Z tym, że ciężko oczekiwać od ludzi, którzy jeżdżą w trasy i faszerują się różnymi rzeczami, że nie będą mieli lotów. Tutaj mowa o wszystkich gatunkach, bez stawiania granic.

fot. Dagmara Szewczuk @dagsoon

Zaciekawił mnie temat spięć pomiędzy raperami, ponieważ od dwóch, trzech lat twórcy hip-hopowi boją się beefów, dissów jak ognia.

(Chwila konsternacji) Nie wiem… Ciężko mi też o tym mówić, jeżeli coraz bardziej od tego się oddalam, mniej chcę to rozumieć, mniej mnie to jara. Dla mnie to są dziecinne zagrywki. Czuję, że trochę wyrosłem z hip-hopu, zwłaszcza polskiego. Nie rozumiem beefów, bo po co się spinać o muzę. Żyjemy w czasach, gdy ktoś walczy na Fame MMA i wyciąga jakieś brudy sprzed kilku lat tylko po to, aby zarobić kasę na walce z drugim człowiekiem, a to nie moja bajka.

Bardziej skupiam się na swojej muzyce i karierze. Nie chcę też być jakąś wyrocznią i mówić, czym jest hip-hop i wskazywać na różnice. W skrócie: i tu, i tu jest dobrze, i tu, i tu jest źle. Także w sumie nic nie powiedziałem.

Przejdźmy więc do Twojego albumu Tak Jak Chcę (recenzję znajdziecie TUTAJ ) . Jak wyglądał jego koncept na początku? On się zmieniał? Kiedy się narodził?

Tak naprawdę na początku robiłem single, potem znowu single i powoli myślałem nad płytą. Jakie utwory do niej dokładamy, co z niej robimy? Wyklarował się pomysł wakacyjnego albumu. Taki też jest, okładka również jest wakacyjna. Tak chciałem. Pograłem w wakacje koncerty, ludziom się podobało, tańczyli, tuptali, bawili się dobrze. Więc w zasadzie miało być dobrze, zwiewnie, popowo. I tak się stało.

Czyli ta płyta miała być do potupania, lekka, wakacyjna, a nie miała być artystycznym dziełem.

Robię rzeczy, których nie każdy jest w stanie zrobić. Czuję się w pewien sposób unikatowy. Wiem, że nie każdy byłby w stanie to zaśpiewać. Wiem, że to jest dobrze zrobione i melodie są w miarę oryginalne. Wyniki się bronią. Gdybym uważał, że to jest słabe, to bym tego nie wypuszczał. Dlatego ogólnie jestem zadowolony, robię kolejne numery, nie spinam się, że to jest moje dziedzictwo życia i jakieś moje wielkie przeznaczenie, bo równie dobrze jutro mogę wyjechać za granice i paść owce, i też będzie dobrze. Lubię to, co robię, będę to robił. Płyta jest, jaka jest i jestem z niej zadowolony. Mam 22 lata, nagrywam kolejne utwory. Życie.

Nastrój na tym albumie jest bardzo spójny i mamy tylko jeden różniący się utwór. Stąd też moje pytanie, czy Ty od młodości obracałeś się w takich lekkich klimatach, czy masz głęboko w folderach zakopane utwory, które są bardziej ponure.

Na pewno znajdą się takie utwory, ale ja po prostu robię popowe numery. Dałem upust nie do końca pozytywnych emocji w utworze „Jakby Co” i to jest chyba tyle, ile chciałem powiedzieć na całą płytę. Nie narzekam na swoje życie, wszystko idzie dobrze, dobrze chłopaki pracują, także mówię o rzeczach, które są radosne. To nie jest takie zero-jedynkowe. Klimat płyty jest, jaki jest, a każdy poszczególny utwór nie jest czarno-białą sytuacją. Czuję się artystycznym łbem, który ma swoje loty. Niby jestem prosty, ale posiadam swoją trudna stronę, więc nie wiem, jaki zrobię jutro utwór. 

fot. Dagmara Szewczuk @dagsoon

Proces pisania utworów jest taki bardziej artystyczny, gdzie wstajesz rano i już masz koncept utworu i wiesz, co nagrasz, po czym utwór powstaje w jeden dzień, czy praca nad Twoją muzyką jest bardziej złożona? Na przykład od 9 do 16 siedzisz w studiu i te utwory piszesz, nagrywasz, konsultujesz je z ekipą. To jest bardziej ułożony tryb życia czy spontaniczny (jak sam tytuł mówi)?

To zalezy od dnia. Raz się umawiam z chłopakami na sesję od godziny X do Y, a raz piszę rano, że mam pomysł i zaczynamy działać. To też zależy od momentu. Artysta to wolny zawód i ja praktycznie pracuję cały dzień. Pracuję cały tydzień, chociaż mnie nie ma w studiu, w tym czasie wymyślam po kawałeczku utwory, więc tak naprawde to jest ciągła praca i spotykając się w studiu składamy wszystko w całość. Nie ma złotego środka i nie da się odpowiedzieć na to pytanie w taki sposób, żebym Ci powiedział, jak jest faktycznie.

Zebranie całej ekipy w studiu w tym samym momencie może być problematyczne, także nie możesz działać w 100% spontanicznie. Ile osób towarzyszy Ci w trakcie nagrywania utworu?

Nie do końca, czasami spotykam się tylko ja i producent. Czasami spotykamy się w 4, częściej w 2, 3. Nie każdy ma też czas, ale jak się okazuje, że jednak mają, to widzimy się w pełnym składzie w studiu. To nie jest czarna magia. Żeby być w branży i robić to, co robię, to po prostu siadam i tworzę muzę. Ja na przykład nie nagrałem żadnego numeru przez parę miesięcy. Oczywiście zaczynam tęsknić za tym, ale traktuję to też jak pracę. Nie tracę zajawki, ale jeżeli nie masz stanowiska pracy i nie usiądziesz przy konceptach i pomysłach, to nic nie zrobisz.

Co było najprzyjemniejszą częścią tworzenia płyty, a co było najgorszą, najtrudniejszą? Zacznijmy od tej przyjemnej.

Robienie klipów i samych utworów. Koncertowanie kradnie tutaj show i wyjazdy z chłopakami były najprzyjemniejszą częścią tego projektu. Najmniej cieszyło mnie ogarnięcie rzeczy socialowych. Ja też jestem mimo wszystko mało socialowy. Jestem w tych mediach, czasem słabo mi to idzie, nawet jeśli chodzi o głowę, choć tego nie widać na socjalach. Ale to też część show-biznesu i część promowania mojej muzyki, dlatego to robię. Mimo to jest to najmniej lubiana przeze mnie część.

Jest jakiś producent, który często udziela Ci rad i podpowiada Ci w studiu jak możesz stawać się coraz lepszy? Chodzi o producenta z którym masz lepszy kontakt, niż z tym, który zrobi ci bit i go prześlę.

Nie pracuje z takimi ludźmi, którzy zrobią bit i go zostawią. Tworzę numer od początku do końca razem  producentem. Tak naprawdę Patryk Kumór, Dominik Buczkowski, sporo się od nich nauczyłem. Kuba Laszuk i Szymon Frąckowiak, z nimi też pracowałem sporo i też znalazłem z nimi muzyczny mianownik. Pracuję z zaufanym, wąskim gronem producentów, którzy są najlepsi w Polsce albo zaraz będą i nigdzie się nie ruszam. 

Jak ci się pracowało z hip-hopowymi producentami, z Czarnym HIFI, Pawbeatsem?

Z Czarnym HIFI pracuję w Universalu, bo jest moim Artist and Repertuar Managerem, więc on też jest moim głosem weryfikującym utwory i często daje mi wskazówki odnośnie niektórych tracków. Z Pawbeatsam mamy fajny przelot prywatnie, także też się dogadujemy i jest git. Przechodząc do hip-hopowych współpracy, nie tylko producenckich: Jedna z osób z którymi współpracowałem powiedziała mi na koniec: „Sorry jak tam parę rzeczy nie pykło. Zachcialo ci sie bawic w polski hip-hop, to masz”. Trochę podsumował pracę z hip-hopowcami. Nie żebym miał jej dość, ale trochę się jej najadłem. To jest inna praca. Ja od początku uczyłem się pracować z wytwórnia, robiłem swoje rzeczy. Nigdy nie pracowałem z kimś, tylko z wytwórnią i nagle wjechałem w hip-hop, w taki spontan, który nie do końca jest opanowany. Fajna przygoda, dziękuję, porobię swoje teraz. 

Hip-hop to taki właśnie spontan, gdzie raper dwa dni przed premiera oznajmia słuchaczom, że przekłada datę premiery na miesiąc później. 

Dokładnie.

Tam jest dosyć dużo zamieszania.

Jest sporo zamieszania, nie chce użyć tego słowa, ale czasem bywa nieprofesjonalnie wręcz.

fot. Dagmara Szewczuk @dagsoon

Z drugiej strony jest to zrozumiałe, ponieważ hip-hop nadal trzyma się luźnego, spontanicznego działania. Teraz przebili się do mainstreamu, gdzie są liczby, pieniądze, umowy i nadszedł czas weryfikacji.

Nawiązując do tego, co mówiłem wcześniej. Taki hip-hop nieprofesjonalny z tymi niedociągnięciami nigdy nie przebije się do szerokiej widowni. Mowa o szerokim zakresie odbiorców, jeżeli chodzi o wiek. Bardziej wysublimowany odbiorca, który docenia jakość i całokształt nie znajdzie tego w rapie. Przez to, że to jest robione „na pałę” i z dnia na dzień widać to i słychać. Z drugiej stron odbiorca odbiorcy nierówny. 

Ja jestem osobą, która jest bardzo wolnościowa w muzie, słucham dosłownie wszystkiego z wyjątkiem disco-polo, chociaż i tak znam pełno kawałków, bo chodziłem na osiemnastki. „Róbta co chceta”

Masz jakieś osoby, bez których mógłbyś sobie nie poradzić i którym zawdzięczasz swoją karierę? Takie, które Cię dużo nauczyły i bez których mógłbyś nie podołać w niektórych momentach?

Na pewno znajdą się takie osoby, ale uważam, że i tak bym sobie poradził, bo jestem jak „Gazprom” cytując Que. Czuję, że i tak bym zrobił karierę, może nie w takiej formie, ale jednak. Myślę, że jakbym teraz miał nie mieć nikogo wokół siebie, to i tak bym sobie poradził, aczkolwiek lubię to, gdzie teraz pracuje i gdzie jestem. 

Super mi się pracuje z moim menadżerem, Jędrkiem Wandzelem. Jestem w Universalu gdzie też jest okej, jest  to największa wytwórnia na świecie w zasadzie, więc osoby, które tam pracują mają pojęcie o tym, co robią. Tak naprawdę rynek widział już takie cuda i nagłe zwroty akcji. Nie uzależniam swojego życia od tego, czy mi się wiedzie w śpiewaniu. To nie jest całe moje życie, że bez niego bym sobie nie poradził. Bardziej trzymają mnie przyziemne rzeczy. To nie jest sen, z którego się obudzę, tylko otworzę to wszystko powoli, mając głowę na karku. W sumie najbardziej chciałbym podziękować sobie. 

Powoli zmierzając do końca. Miałeś możliwość zaproszenia wielu artystów na swoją płytę. Dając dużo featów, masz znajomości w branży, a gościnna zwrotkę położyła tylko Zalia. Skąd właśnie taki zabieg, że masz jedną gościnkę na płycie? Będzie ich więcej na przyszłość?

Planuję, aby było ich więcej. Zalia to jedyny gość na płycie, ponieważ sam nie wykazywałem inicjatywy. Featy same do mnie przychodziły i sam nie zdążyłem pomyśleć o tym, z kim mogę zagrać utwór na moja płytę. Nie miałem zbyt wiele czasu, a najszybciej utwory robi się samemu. Zalia zrobiła szybką akcję, dograła się w ciągu kilku dni.

Swego czasu spotykałeś się z chłopakami z Sajko na piłkę, podobały Ci się mecze?

Podobały mi się mecze. Już gramy mniej, ale widzę, że wszyscy sporo pracują, robią to, co kochają i są szczęśliwi. Widuję się z chłopakami, pozdrawiam ich serdecznie. Serduszko się raduje jak sobie pomyślę o tych pięknych czasach. 

To może powtórka w przyszłości?

Trzeba będzie coś zorganizować, jak się uspokoi koncertowy czas. 

Ostatnie pytanie. Czego mogę Ci życzyć na przyszłość?

Zdrówka i zapału do pracy.

Zeen is a next generation WordPress theme. It’s powerful, beautifully designed and comes with everything you need to engage your visitors and increase conversions.