fbpx

Filipek – „Gambit”, czyli najnudniejsza partia życia.

Pion e4. Pierwsze single z najnowszej płyty freestylowca stanowiły preludium mojego narzekania pod koniec stycznia. Skoczek g3. Odpaliłem „Gambit” bez żadnych nadziei, licząc jedynie, że nie zanudzę się na śmierć i jakoś przebrnę przez ponad godzinę muzyki. Goniec b5 – szach. Zanudziłem się i to cholernie, a dodatkowo zdenerwowałem.

C30-C39

Niedawno niesiony falą popularności serialu z rudowłosą Beth zacząłem grywać w szachy i dostrzegłem pewną analogię między tą strategiczną grą a najnowszym albumem Filipka. Jeśli ktoś nie potrafi grać to partie wyglądają wręcz żenująco. Fifi zaczyna swoją rozgrywkę mocnym otwarciem, próbując albo mnie zaszachować albo przynajmniej zabrać hetmana. Dostajemy agresywne intro, następnie schodzimy lekko z tonu i tak lawirujemy między większym i mniejszym BPMem. Bity są albo bardzo charakterne, albo bez żadnego polotu i wyrazu. Nie ma tu reguły, najbardziej zapadają w pamięć te mocniejsze stopy, szybsze niż klasyczna dziewięćdziesiątka, ale i one nie są niczym wybijającym się poza krótką FLową sesję. Zabieram się do tej płyty trochę od tyłu, niechętnie podchodząc do głównego bohatera. Nie robię tego bez przyczyny, „Gambit” mnie wynudził, mimo że Filip się starał, by tak nie było. Chryste od czego zacząć.

Partia angielska

Treściwie to jest to samo co już było, tylko że mniej. Dostajemy garść wersów o minionych czasach, o fałszywych kumplach, którzy już dawno nie zbijają piątki z Fifim, ale też o prawdziwych ziomkach, którzy z nim zostali. Dowiadujemy się, że kiedyś było naprawdę ciężko, ale teraz już jest ok, bo przyszło to dzięki ciężkiej pracy. Wreszcie słuchamy o tych niechcianych łatwych kobietach i pragnieniu do jedynej wybranki serca. Wstydzę się tego jakże kolokwialnego opisu, ale odpowiada on nie mniej kolokwialnej płycie. W zasadzie tylko kawałek Biało czerwone serce wybija się tu opowieścią o współczesnej Polsce (szkoda tylko, że tak bezstronnie, ale to akurat problem dzisiejszego rapu, który z uporem maniaka chce być chyba poprawny politycznie). Problemem „Gambitu” jest jego powtarzalność i powielanie schematów, które tak dobrze znamy z wcześniejszych projektów. Na domiar złego Filipek serwuje nam zwrotki w taki sposób, że niejednokrotnie przecierałem uszy ze zdumienia. Po freestylowcu spodziewałbym się czegoś więcej niż ABAB lub ABBA jeśli chodzi o składnię rymów. Naturalnie słyszymy w wersach kilka ksywek (*wstaw nazwę czynności* jak *wstaw ksywę rapera*), proste zabiegi porównawcze i punche, ale raczej z kategorii tych, po których z widowni nie słychać okrzyków. Kłopotem rapera z Milicza jest zwyczajny brak pomysłu na swój rap. Zwrotki Filipka utkwiły lata temu w starym pudle podpisanym „Rap 2005-2012”. Szkoda, bo Fifi zawsze wywierał na mnie wrażenie swoimi panczami, szkoda tylko, że były to czasy gdy oglądałem go na bitwach.

Kasparow

fot. Kacper Kwiecień / @kacper_kwiecien_photo

„Gambit” nawet nie udaje, że z szachami ma tyle wspólnego co z ja przed obejrzeniem serialu. Tak jak Pan Kasparow był arcymistrzem w swojej dziedzinie, tak Pan Filip jest mistrzem koszmarnej techniki. Serio, dawno nie słyszałem mainstreamowej płyty, która by była tak źle zarapowana. Sprawa nie rozbija się o fałsz czy wypadanie z bitu, bo tego tu na szczęście nie znajdziemy. Chodzi o to czym zakończyłem poprzedni akapit. Najprostsze patenty z możliwych, najłatwiejsze często rymy, do bólu przewidywalne. Kwadratowe flow, które często w ogóle zniechęca, by usłyszeć kolejny numer. Po raperze, który wydał więcej niż 2 płyty spodziewam się dużo, dużo więcej. Podziemie wypluwa o wiele ciekawsze materiały, numery, raperów. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że połowa podziemia i znaczna większość mainstreamu rapuje lepiej od Filipa. Tu po prostu słychać brak emocjonalności, mimo że tekst zdecydowanie na to pozwala. Parę razy musiałem się otrząsnąć i sprawdzić czy dalej słucham Filipka czy może Spotify wrzuciło mi nagle numer jakiegoś randomowego gościa, który pierwszy raz stoi za mikrofonem. Żeby nie być gołosłownym:

Moi kumple gonią kwit
Na ulicy nie ma „skrrrt”
Pozostaje tylko spryt
Patrzę na Ciebie jak śpisz
Chciałbym się nie martwić tym
Myśląc co będzie za rok
A nie żeby przetrwać dziś

Intro z numeru Moi kumple gonią kwit jest napisane w 25 sekund, nie ma opcji, że to trwało dłużej. Na plus bardziej odważne wersy odkrywające nieco blizny Filipa, ale jak brać je na poważnie kiedy są rapowane w tak kanciasty sposób? Ponadto „Gambit” nie próbuje nam serwować szachowych porównań czy nawiązań. Poza tytułem nie znalazłem żadnego wersu, który by zakrawał o tę grę. Oczywiście rozumiem metaforykę tytułu, ale bardziej przemawiała do mnie metaforyka „Plansz” Janka i Nocnego, a przecież było to mniej dosadne kojarzenie.

Jestem zdenerwowany, nie tym, że najnowszy album Filipka jest słaby, ale tym, że Filip dalej się stara, a wciąż wypuszcza spore dawki materiału bez przemyślanego konceptu, bez próby odnalezienia nowej rapowej ścieżki. Powtarzany format przy kiepskiej technice znajdzie fanów tylko wśród fanów. Jestem zwyczajnie wkurzony, że to godzina i jedenaście minut skopanego kawałka życiorysu Fifiego. Bober, który też jest freestyle’owcem ubiegłorocznym Poradnikiem Sukcesu zdobył moje serducho, które nie wpuszczało do środka raperów z bitew. Przed Filipkiem dalej pozostaje zamknięte.

Mat

Zalecam przerwę i przemyślenie konceptu. Na razie nie jestem w stanie wrócić do żadnego kawałka z tej płyty. Chciałbym, żeby Filipek odczarował mniemanie o polskich freestyle’owcach jako raperach, ale na razie skutecznie wbija gwóźdź do trumny. Jeśli jesteś fanem Filipa – pewnie kupisz tę płytę (lub już to zrobiłeś) i może nawet ci się spodoba, ale to dlatego, że oczekiwałeś tego. Mnie „Gambit” nie zaskoczył, odrzucił i wkurzył. Może przy kolejnym projekcie zmienię zdanie co do Filipka, ale musiałbym mu użyczyć sporego kredytu zaufania. Na razie jeśli chodzi o jego rap to przewracam króla i odchodzę od szachownicy.

  1. Tutaj się totalnie nie zgodzę z autorem, po pierwsze muzycznie płyta brzmi najlepiej ze wszystki dotychczasowych i tutaj nie mozna Fifiemu zarzucić progresu. Rzeczywiście znowu o tym samym ale „jakie życie taki rap”. Liryka bardzo prawilina ale nie bez pomysłu, akurat tutaj Fify zawsze dobrze pisał, moze gorzej to rapował ale jak pisałem widać tutaj poprawe. Autor recenzji niestety rzucić tylko jeden przykład, po dość długim wywodzie i myśli że „rozjebał”. Więc co do przykładu to pierwsze jest to refren a one bywają czasem nawet gorsze a ten brzmi, naprawdę fajnie. Brakuje mi w tej recenzji tez obiektywizm, wszystko wrzucane do jednego worka (że jest do dupy i jolo) i brak mi się wydaje szerszego kontestu (poszukania jakiś odcienow szarości czy ciekawych konceptów, naprawdę Panie autor nie było żadnych????) jeśli chodzi o tą płytę. Np. Pominięte intro „piję whisky aż do dna”, która moim zdaniem rozjebało. Polecam sprawdzić.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zeen is a next generation WordPress theme. It’s powerful, beautifully designed and comes with everything you need to engage your visitors and increase conversions.