fbpx

Young Multi & Fast Life Sharky – „Trap After Death”, recenzja

Jeśli w Polsce miałaby powstać “trap forteca”, to Multi aktualnie byłby jej solidnym filarem. Chociaż to stwierdzenie bardzo odważne, to obserwując jego progres z krążka na krążek i kipiącą z projektów zajawkę, nie boję się go użyć. Do pisania tego tekstu zabrać się miałem zaraz po premierze “Trap After Death”, jednak wokół albumu zrodziło się tyle kontrowersji, że musiałem do tego oraz do samej muzyki Mulciaka nabrać odpowiedniego dystansu. I rozgrzebać to, co zostało na jakiś czas zagrzebane.

fot. Kacper Kwiecień

Tworząc w tym roku swoje prywatne top10 albumów bez wahania umieściłbym tam najnowsze wydawnictwo Multiego. Zapominać jednak nie należy, że muzyczny sukces tego krążka w dużej mierze leży tam, gdzie pole do popisu pozostawiono Sharky’emu. Producentowi wielokrotnie przecież pomijanemu, który swoją obecność na scenie zaznaczył obecnie z przytupem.W przeszłości zaliczał już kolaboracje ze 102 Boyz czy Teabe, które jakkolwiek dla niego by udane nie były, to nie dawałyby mu takiego creditu w środowisku słuchaczy jak wzięcie na swoje barki ciężaru stworzenia spójnej klimatycznie płyty, dostosowanej do potrzeb rapera. Między członkami duetu czuć muzyczną chemię, z której obaj czerpią, a to pozwala im na wzajemne wykorzystywanie swoich potencjałów.Mulciak w końcu znalazł przełomowego dla siebie producenta, który da ogień zapalny do rozpoczęcia prawdziwego rozwoju. Brzmieniowa agresja produkcji Sharky’ego jest w stu procentach wykorzystywana przez rapera, który swoim wokalem pokazał mocny pazur, jakiego brakowało na poprzednich projektach. Dodać trzeba, że brzmiących przy “Trap After Death” wręcz karykaturalnie i stwierdzam to mimo sympatii jaką do nich żywię. Przy debiutanckiej, udanej “Nowej Fali” jego poziom w stosunku do obecnego był ledwie raczkujący, natomiast obecnie nie dość, że solidnie prezentuje się w trapowych szeregach naszego kraju, to potrafi być butny i nawrzucać polskiemu środowisku wytykając jego hipokryzję i zawistność. Lekcję z muzycznego dojrzewania przechodzi na razie na piątkę z plusem żonglując flow i jeśli nawijka z tego krążka znajdzie swoje przełożenie na kolejnym, to śmiało możemy mówić, że Multi znalazł w końcu swoją stylówkę i chociaż inspirowaną mocniejszymi brzmieniami zza oceanu, to nadal jak na scenę polską oryginalną i wręcz niespotykaną.

Środowisko hip-hopowe, które chciało Multiego wykluczyć zostaje przez niego wyśmiane i to ostentacyjnie. Ciekaw jestem ile czasu jeszcze minie nim na dobre jego obecność zostanie zaakceptowana, a ludzie zrozumieją, że z jego sukcesem trzeba się pogodzić. Bo co na dobrą sprawę można mu jeszcze zarzucać? Miał wpaść na sezon, tymczasem wyprzedał już trzecią plytę i lada moment rozpoczyna trasę koncertową, Miał być fejkiem, tymczasem szacunkiem darzy go masa osób ze sceny, będąca aktualnie masą tę scenę tworzącą. Miał zrobić tylko skok na hajs, tymczasem do muzyki dokładał początkowo pieniądze i z nagrywania majnkraftów żyłby sobie pewnie na dużo lepszej stopie, co bez problemu można wykalkulować spogladając na obecna, ponowną popularyzację tej gry na youtubie. Co jednak istotne – pomógł rodzicom finansowo i jako nastolatek stawił czoła prawdziwym trudom życia – to również wiemy, na to musimy patrzeć i za to ma dożywotni szacunek. I to jest prawdziwy hip-hop. O korzeniach muzyki, którą robi ma większe pojęcie niż większość aktualnej sceny okrzyknięta filarami dzisiejszej, młodej, nie do końca obecnie ukształtowanej kultury hip-hopowej. Środowisko, które tak bardzo stara się go wykluczyć, musi jednak na każdym kroku wspominać jego ksywę, gdy tylko ta będzie na ustach ludzi z powodu osiąganego sukcesu. Aż boli również podejście polskich hip-hopowych redakcji do postaci Mulciaka, które wspominają o nim jedynie w przypadku tematów kontrowersyjnych, będących okazją do napisania kolejnego, clickbaitowego artykułu, To aż boli w oczy drodzy koledzy-dziennikarze i niezależnie od tego czy wódkę razem piliśmy, to powyższe zdanie kierowane jest do was. Zdecydowanie wolałbym zobaczyć szczery, uargumentowany tekst niż kolejną lamentację o kondycji polskiej sceny czy żenujące wpisy Palucha, szanujmy się i róbmy to szczerze.

Nie sposób wracając stricte do tematu krążka Multiego nie zwrócić uwagi w aspekcie tym razem negatywnym na jego wątpliwej jakości dykcję. Mimo dużej ilości takich przypierdolek już w internecie dorzucę tutaj swoją, o to samo, jednak szczerą, bo to mi wadzi. Mulciak jak wszyscy słyszymy wokalnie twardy nie jest. Jego wokal nie przypomina ciężkiego trapera ważącego towar na traphousie i prawdopodobnie to jego największa aktualnie zmora. Łącząc tę barwę głosu ze słabą dykcją otrzymujemy momentami coś na pograniczu bełkotu z niezrozumiałą piskliwością. I o ile ten bełkot jest akceptowalny, bo wszechobecny w trapie dobry mumble mi nie wadzi, to w nawijce Multiego brakuje momentami tej charakterności i twardego akcentu, który prawdopodobnie z czasem szlifowania tej stylówki się wyrobi i będzie brzmiał w stu procentach jak pewny wlot po swoje. Z takim wokalem i jego tonem głosu ciężko jest uzyskać efekt w pełni “przekonującego” wkurwienia. W tym upatruje dużo bardziej drobne potknięcia Multiego, bo warsztatowo niewiele mu już brakuje. A na tle reszty trapowej sceny w ogóle pod tym względem wypada dobrze. Przypomnijmy sobie jego kawałki z Żabsonem, w których będąc przecież skillowym underdogiem kompletnie pozjadał.

Boomerem nie jestem, toteż nie będę piał o żenujących wersach, bo nawet jeśli bym bardzo chciał, to żenady przy żadnym z tej płyty nie odczułem, a w trapie Multiego liryka jest mi nie tyle obojętna, co nie szukam w niej górnolotnych porównań i przekmin rodem z twórczości <tutaj wstaw sobie ksywę jakiegoś wybitnie lirycznego rapera>. Szukam chamskiej w wielu aspektach stylówy nadającej trapowi charakter i oddającej w pełni tej muzyki wymiar. Do poprawy natomiast są rymy, bo nagromadzenie do bólu dokładnie i prosto zrymowanych słów może odstraszyć słuchacza. Szczególnie zauważalne pozostaje to na tracku tak bardzo przeze mnie lubianym, czyli na “Torbach”.

Nie mogę oprzeć się również wrażeniu, że Multi patrzy co do powiedzenia ma jego słuchacz i analizuje głos tłumu oceniającego jego muzykę. Nie mowa tutaj zupełnie o byciu muzyczną chorągiewą, która wystawiając pod ocenę każdy aspekt swojej muzyki, zostaje wykastrowana z własnego zdania przez słuchacza żądającego używania o 180 stopni innych patentów przy tworzeniu płyty. Zdecydowanie bardziej na myśl przychodzi mi tutaj zdrowy ogląd na potrzeby swoich słuchaczy jednocześnie pozostając w tym szczerym wobec samego siebie. A to taka “socjologiczna” umiejętność jakiej brakuje raperom z polskiej sceny. Zwłaszcza tym, którzy kupony lubią odcinać utartym już przez siebie samych patentem, tworząc trzeci, taki sam projekt w krótkim odstępie czasu. Wysyp generycznych płyt w naszym kraju zwłaszcza w ubieglym roku jest zauważalny i o ile u Multiego ta generyczność niekiedy również może dawać się we znaki jak na tracku z Aleshenem, tak wydaje mi się, że tego typu zabiegi należy traktować jak ukłon w kierunku starszych projektów, aniżeli kawałek mający być jedynie zapychaczem dla odcięcia kuponiku i zrobienia dłuższej płyty. Swoją drogą wzięcie dobrze prosperującego, niekiedy kontrowersyjnego Aleshena na plytę to wspaniały zabieg – dzięki niemu z jego twórczościa zapoznać się będzie mogło więcej osób.

Obecność drillowego duetu z UK na “Trap After Death” to prawdziwa gratka nie tylko dla fanów UK drillu, ale przede wszystkim gratka dla wszystkich, którzy zagraniczne gościnki na płytach polskich raperów traktują jako swego rodzaju smaczki, a na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat to jeden z największych featuringów na polskiej scenie. Skengdo i AM to formerzy sceny UK Drillu, aktualnie tworzą jej trzon i są w czołówce tego nurtu w UK, mając za sobą min. track z gościnnym udziałem legendarnego Chief Keefa. O ile taki feat swego czasu mógł mieć każdy, jeśli posiadał odpowiednią kwotę, to nie każdy już mógł Sosę na swoim klipie zaprezentować. U Multiego gościnki klasowe, które co ważne, nie brzmią jak odrzuty z ich poprzednich projektów, tylko jak zwrotki nagrane na pełnym zaangażowaniu, I tutaj nie mogłem przestać podziwiać zwrotki Co Casha, która przeleciana jest tak stylowo, a jednocześnie na takim luzie i braku spinki, brzmiąc mocno i naturalnie. Twórczość tego pana jest na mojej obowiązkowej liście do sprawdzenia.

“Trap After Death” powinno utrzeć nosa wszystkim sceptykom obecności Multiego na polskiej scenie. Kolejny raz chłopak udowadnia, że ma w sobie więcej zacięcia, zajawy i przede wszystkim hip-hopu pod wieloma względami niż najwięksi na scenie jego obrońcy. Ta płyta na szczęście pokazuje również, że nabiera do tego należytego dystansu i robiąc swoje zwyczajnie się spełnia. Scena próbuje go wykluczyć, jednak nikt nie może przechodzić obok niego obojętnie. To piękne jak były youtuber wbija sobie na scenę będąc pewnym swojego. Chociaż wiem, że zamykanie go w takiej ramie i postrzeganie przez ten pryzmat jest nie tyle dla niego krzywdzące, co zakrzywiające postać jego muzyki. Ten krążek to dla niego jednak prawdziwy przełom.

Zeen is a next generation WordPress theme. It’s powerful, beautifully designed and comes with everything you need to engage your visitors and increase conversions.