fbpx

“VNM pie*dolnij to markerem!” – ranking płyt VNM-a

Miniony miesiąc był szczególnym w karierze VNM-a. Otrzymaliśmy jego dziesiąte solowe LP – EXIT2020 (wliczając Niuskul Mixtape). Ponadto 17 stycznia minęła równo dekada od ukazania się jego pierwszego legalnego wydawnictwa: De Nekst Best.

Wzbudziło to też we mnie myśl, że gdyby ktoś chciał rozpocząć swoją przygodę z jego muzyką, ma sporo pracy przed sobą. Od której płyty zacząć słuchać? Czego spodziewać się po danym krążku? Śpieszę z pomocą! Ułożyłem listę  najlepszych płyt w dyskografii VNM-a. Zapraszam was w podróż, po jednej z ciekawszych dyskografii w polskim rapie.

10. EXIT2020 (2021)

Na pierwszy ogień idzie niestety najnowsze wydawnictwo elbląskiego rapera. To nie jest tak, ze EXIT2020 jest płytą złą. Po prostu bardzo nierówną. Z jednej strony każdy znajdzie coś dla siebie. Z drugiej brakuje mi na tej płycie choćby jednego numeru, który bym zapamiętał na długo i mógłby być jej wizytówką. Ale o tym więcej przeczytacie w mojej recenzji, tego albumu. Niemniej „Hiperkan”, „A raz tak”, „Cicho kvrwa” czy „Fight Club” to bardzo fajne numery. Szkoda, że tylko fajne.

9. Niuskul Mixtape (2009)

Z miejscem dziewiątym przeskakujemy ponad dekadę wstecz. Materiał, który dla osób pałających niechęcią do mainstreamowego VNM-a, był jego definitywnym końcem. Dla mnie Niuskul Mixtape to przede wszystkim pierwsze próby rozszerzenia wachlarza rozwiązań, jakimi operuje raper, znany do tej pory przede wszystkim z bycia maszynką do rzucania panczlajnów na wielokrotnych. Jako że to, tak jak mówiłem, pierwsze próby, śpiewanie momentami V-owi nie wychodzi. Jednak już wtedy było widać świetne ucho do gościnnych refrenów („Centymetr”, „Zrób to”), a pancze niejednokrotnie trafiały bardzo mocno („Gorzkich Snów”).

8. De Nekst Best (2011)

Słuchając po sobie podziemnych nagrań VNM-a i De Nekst Best widać doskonale, że był to już pełnoprawny legal. Zarówno bity, jak i brzmienie stoją tu na dużo wyższym poziomie. V zalicza jeden z najlepszych wjazdów do mainstreamu w historii PL rapu z kawałkiem „To mój czas”. Wyprzedza scenę „Plackiem z Haszem”, latając po fenomenalnym bicie. Podkład autorstwa DJ-a 600V brzmi, jakby był robiony w programie muzycznym na Sony Ericssonie W200i — pomimo tego niesamowicie buja i do dziś jest hitem na koncertach. Dorzućmy do tego jeszcze legendarny „Cypher”, będące dla mnie znakiem czasów „Nic nie przychodzi łatwo” z HiFi na feacie, czy „Flaj”, ze znów dyskusyjnej jakości refrenem wyśpiewanym przez V-a i mamy debiut, jakiego dokładnie można było po nim oczekiwać. Ta płyta była absolutną topką na miarę swoich czasów.

7. Czuz Tu Daj Najs (2019)

Wielka przemiana VNM-a zamknięta w 44 minutach CD. Oryginalny koncept rozmowy ze słuchaczem, może nie zawsze trafiona, ale dość ciekawa autoanaliza i fenomenalny „Tomek” będący jednym z najlepszych numerów w dyskografii Venoma. I choć historia z każdym kolejnym odsłuchem mniej porusza, a skity sklejone z numerami drażnią przy luźnym odsłuchu pojedynczych kawałków, to Czuz Tu Daj Najs jest bardzo spójną płytą, która zyskuje najwięcej właśnie słuchana w całości. Bity w prawdzie nie porywają (no, może poza tym na „control freeK”), ale spójne brzmienie i, po raz kolejny, gościnne refreny niosą tę płytę. Na dodatek w wersji z bonus trackiem otrzymujemy kontynuację legendarnych „Linii”, które potwierdzają, że V to dalej skillsowa topka w kraju.

6. HalfLajf (2016)

Pierwszy album „na swoim”, w labelu DeNekstBest i zarazem pierwszy znaczący zjazd viewsów. A szkoda, bo pomimo paru nietrafionych pomysłów (okropny „Kryk” czy niezrozumiałe dla mnie forsowanie wokalu Cywinsky’ego), to HalfLajf jest najbardziej bangerowym albumem VNM-a. „Zmiana”, „Jak Tsubasa”, mój ulubiony na płycie „brejnFAK”, tytułowy „HalfLajf” (bowdown B.Melo) — każdy z tych numerów to świetny pokaz flow, energii i poczucia luzu towarzyszącego zabawie muzyką. Największego luzu z wszystkich płyt Venoma. Spokojniejsze „Trigger” czy „naiVe” z genialnym udziałem Moniki Borzym także świetnie się bronią. Kawał niedocenionego materiału.

5. Na Szlaku Po Czek (2007)

„Bo mój projekt jest na szlaku po czek / Chłopaku twój jest na szlaku w kaszlaku na flaku do Czech” – ten cytat z numeru „Fał En Em” to najlepsze podsumowanie legendarnego już debiutu VNM-a. Nie musicie wybierać, jest tu wszystko: Ogromne natężenie rymów, z dzisiejszej perspektywy na granicy pozytywnej i negatywnej beki. Panczlajnowy armagedon, flow i wielokrotne, do jakich wówczas można by ewentualnie przyrównać jedynie DGE w najlepszej formie. V z czasów, gdy nie chodził mu po głowie mariaż z r&b, a jedynie zostanie maszyną do zabijania na trackach. W.E.N.A. w swojej najlepszej odsłonie (oj, z perspektywy czasu źle się słucha „Nie chcesz ze mną beefu”) i Brudne Serca to featy, będące religią dla każdej truskulowej głowy. I szkoda tylko, że NSPC, szczególnie w kwestii produkcji dość niekorzystnie się zestarzało…

4. Hope For The Best (2020)

Album z 17 miejsca redakcyjnego podsumowania zeszłego roku. Na Hope For The Best jak na dłoni widać kryzys, jaki VNM przeszedł podczas pisania tej płyty. Na braggowych numerach widać luz, jak za najlepszych czasów. Z kolei poważniejsze numery dość mocno kontrastują ze sobą oferując zarówno rozmyślania o posiadaniu potomka („Unborn”), jak i o śmierci („Umrzesz”) czy kruchości słów „nigdy” i „na pewno” („Na Pewno Nigdy”). Idąc za krótkim opisem, który napisałem na potrzeby wspomnianego podsumowania: Hope For The Best to V refleksyjny jak nigdy, a jednocześnie technicznie ekwilibrystyczny jak zawsze. Nie mogę też nie wspomnieć o tytułowym numerze, który wywołał dość spore zamieszanie na scenie. „Hope For The Best” chwyta za serce i pozostaje jednym z najlepszych singli 2020 roku.

3. Etenszyn: Drimz Kamyn Tru (2012)

Według wielu najlepszy album VNM-a. Dla rozpędu jego kariery zdecydowanie najważniejszy. Ogromny przeskok stylistyczny względem De Nekst Best. E:DKT to przede wszystkim dużo partii wokalnych VNM-a, które do reszty rozgraniczyły jego zwolenników od przeciwników. Ponadto ogromna dawka szczerości, wyciągania prywatnego życia na zwrotkach i operowania na konkretach nawet w numerach braggowych, za które fani do reszty pokochali Venoma. To także kopalnia hitów. Każdy słuchacz polskiego rapu z kilkuletnim stażem na bank kojarzy „Na Weekend”, czy „Choćbym Miał Zostać Sam”. Nie było też chyba nastolatka w 2012 roku, który na złamane serce nie katowałby „Nigdy Więcej”. Na samej płycie numerów o dużym repeat value jest zdecydowanie więcej. Warta uwagi jest także okładka, która stała się najważniejszym symbolem kariery VNM-a. Najbardziej wczuci fani do dziś dziarają sobie czerwony balonik.

2. ProPejn (2013)

E:DKT , tylko lepsze (no może poza śpiewaniem na “Bipolar” ughh). Zadbał o to przede wszystkim SoDrumatic, który położył na ProPejnie najlepsze bity w historii twórczości VNM-a. Niedocenienie tu jednak rapera byłoby bardzo dużym niedociągnięciem. Jego przemyślenia są dużo głębsze niż do tej pory („Blizna”, „Zapiekanki”), a „Obiecaj Mi” zapisało się złotymi głoskami w historii polskiego rapu. V nie szczędzi nawet humorystycznych elementów za sprawą „Znów Dobrze”, „Ale Kiedy” czy „Spejsszyp”, natomiast tytułowy „Propejn” przy pierwszym odsłuchu wbił mi szczękę w podłogę i już na zawsze pozostanie jedną z najczystszych definicji hip-hopu jakie słyszałem. Niesamowicie mocny i ważny album. Mimo to zwycięzca mógł być tylko jeden.

1. Klaud N9JN (2015)

Jeden z najlepszych albumów konceptowych w historii polskiego rapu. Mamy tu ciekawie poprowadzone, pełnokrwiste storytellingi („Skalpel”, „Zmora”, „Barman”), osobiste sytuacje opowiedziane z perspektywy osób z najbliższego otoczenia VNM-a („HopeUKnow”, „Izolacja”, „Najtaut”) czy przedstawione z perspektywy V-a „REM” (bowdown B.Melo po raz drugi). To wszystko spięte bardzo spójną klamrą kompozycyjną. Klaud N9JN pomimo konceptu ma jedną zdecydowaną przewagę nad również konceptowym CTDN — świetnie sprawdza się także singlowo. Właściwie każdy numer z tej płyty może trafić na pętlę. Na dodatek w ramach bonus tracku otrzymaliśmy największą ekspozycję skillsów i charyzmy w PL rapie obok „Street Credit” Białasa, czyli pierwszą część „Linii” (B.Melo bowdown po raz trzeci). Jedna z najmocniejszych pozycji minionej dekady.  

 Bonus: Trailblazer EP (2017)

Ciężko było mi uwzględniać Trailblazer EP w moim rankingu z racji na to, że EP-ek słucha się kompletnie inaczej. Wstyd byłoby jednak nie wspomnieć o tym materiale, zwłaszcza że niewątpliwie VNM znajduje się na nim w szczytowej formie. Sam koncept zaproszenia gościa na refren każdego numeru okazał się strzałem w dziesiątkę. Jak już podkreślałem, V ma świetne ucho do cudzych refrenów. Każdy z zaproszonych wokalistów stanął na wysokości zadania. Gospodarz natomiast raczy nas tym, co w jego stylu najlepsze: bragga („Tresz Tok”), storytelling („2ND Thoughts”), bardzo osobiste rozkminy („DUMA”, „SAM”, „Oczekiwania”), a przy tym wszystkim niepodrabialne flow, technika i charyzma, do jakich raper zdążył nas przyzwyczaić. Muzycznie także dzieje się bardzo dużo. Tu czwarty w obrębie tego tekstu bowdown dla B.Melo, który w całości odpowiada za bity na Trailblazerze. Jako jedyny producent w kolaboracji z Venomem zbliżył się do poziomu SoDrummatica. Jeśli nie mieliście jeszcze do czynienia z twórczością VNM-a, to być może ten materiał będzie najlepszym, by zacząć przygodę z raperem z Elbląga. Przede wszystkim z uwagi na jego kompaktowość — Trailblazer EP to 25 minut esencjonalnego skurwysyna, który nakurwia ten sztos na kablach .

Zeen is a next generation WordPress theme. It’s powerful, beautifully designed and comes with everything you need to engage your visitors and increase conversions.

Więcej?
VNM – HOPE FOR THE BEST