fbpx

Tak, to jest Sajko i dzisiaj będziemy chwalić Kukona. Recenzja „DRAMAT.”

Ostatni tekst o Kukonie na naszym portalu nie był najpochlebniejszą recenzją, jaką wypuściliśmy. Ani Wojakowicz, ani ja, ani prawdopodobnie nikt z redakcji za tamten tekst przepraszać nie ma zamiaru, bo i po co — nie tak to ma działać. Ja po prostu spróbuję trochę bardziej zrozumieć DRAMAT., choć pewnie już się domyślacie, że fanem Kukona również nie jestem.

Nie, nie będę nawiązywał do Stonogi

Może drobna część informacyjna — dwóch głównych autorów albumu to oczywiście nasz znajomy Biłgorajczyk oraz Julia Mikuła, którą, jak się po krótkim researchu okazało, możemy znać ze… znikąd w sumie. Kukon znalazł naprawdę niszową, podziemną wokalistkę, obecnie mającą na rzeczach bez jego ksywki maksymalnie 25 tysięcy wyświetleń, przed premierą DRAMATU. było to pewnie trochę mniej. Poza śpiewaniem zajęła się też również muzyką doniektórych numerów, a oprócz niej za produkcję odpowiedzialni są ka-meal (cztery pozycje), SecretiveSuicide, Favst oraz Pawbeats (po jednej). Już po creditsach wiadomo, że nie jest to zespół, z którym nagrywa się radosne piosenki.

Tak więc Kukon i przeciwieństwo wesołej ekipy dostarczają nam łącznie siedem utworów, na fizyku dostajemy jeszcze przeplatające je skity, niejako wprowadzające w klimat utworów. Tak naprawdę więc DRAMAT. to
EP-ka, bo wersja na streamingach trwa zaledwie 22 minuty.

Hej Kuba, chcesz pogadać?

Całość obraca się głównie w smutnym cloudzie z ogromnymi ilościami reverbu, momentami przeplatanym powolnym lofi. Jest raczej spokojnie, chociaż jeśli chcielibyście do tej płyty zasypiać, to niestety musicie z playlisty wyrzucić numer „deszcz pada na namiot”, bo Secretive dorzucił tam trochę czeluściowego vibe’u w outrze. „wrześniowe pomarańcze” to za to prześliczna, akustyczna ballada, która uparcie przywodzi mi na myśl jakiś stary, polski hit, ale zabijcie mnie, a nie powiem Wam który.

Kukon Lyrics, Songs, and Albums | Genius
Kukon je pizzę, autor nieznany1.

Tak naprawdę to produkcje nie wychodzą tu na pierwszy plan, poza przytoczonymi wyżej momentami. Stanowią po prostu dobre tło do zrealizowania przez wokalistów narzuconego sobie konceptu. A koncept ten, jak się okazuje, to miłość. Ale bynajmniej nie miłość łatwa. Podmioty liryczne przedstawiają się jako dwójka zakochanych, stawiająca wspólnie czoła przeciwnościom losu. Uczucia wyrażane wersami są gorzkie, przepełnione zmęczeniem i żalem. Są niejednoznaczne — coś ich łączy, ale wydają się tak zniszczeni życiem i, być może, tym uczuciem, że nie są w stanie czerpać z niego satysfakcji.

Wybaczcie, że tak popłynąłem z interpretacją, jednak musiałem to zrobić, by pokazać, że nie jest to do końca typowy Kukon. Oczywiście, tak naprawdę te treści są zawoalowane nic nie wnoszącymi do dyskursu wersami, udającymi ambitne. Frazy z poszczególnych utworów mogłyby być pozamieniane na chybił trafił i nikt nie zauważyłby różnicy. Jeżeli już jakaś linijka wpadła mi w ucho, to nie jestem w stanie powiedzieć na którym numerze ją usłyszałem. Raz na czas trafią się jakieś ładne metafory, a i owszem, ale przez większość płyty teksty sprawiają wrażenie aspirujących do miana poezji, ale nie umiejących się w nią zamienić. Na plus też, że autorowi udało się tym razem zachować balans między wulgarnością, a romantyzmem, przez co jeśli już kogoś przechodzą przy jego wersach ciarki, to raczej nie z żenady.

Ta płyta nie pomoże ci w depresji (kokaina też)

Julia Mikuła, fot.: Adrian Hołda (IG: @kadry_edka)

Cały akapit wyżej można zrzucić na karb tego, że smutek i melancholia nie sprzyjają klarownemu i składnemu wyrażaniu myśli. Mimo to, są te zwrotki i refreny diabelsko klimatyczne. W połączeniu z wiecznie niewyspaną chrypą Kukona i nostalgicznym głosem Mikuły, tworzą otwartą drogę do wczucia się w to, co artyści chcą nam przekazać. Jest to płyta, której możesz wstydzić się puścić przy kolegach, ale nie będziesz miał żadnych oporów do odpalenia jej razem z flakonem w piątkowy wieczór, w który zostaniesz sam przed komputerem wspominając byłą (nie rób tak, jesteś ponad tym, bracie).

Nie zostałem po odsłuchach fanem wokalistki. O ile spełniła swoją rolę idealnie, hipnotycznie zaciągając kolejne refreny i podbijając końcówki Kukona, o tyle nie sprawiła, żebym zobaczył w niej większy potencjał, Sam raper też nie nagrywał Eklektyki i nie silił się na pokazanie czegoś nowatorskiego, nie mieszał stylami. Całość brzmi jak EP-ka gościa, który swoje już poeksperymentował, a teraz jest po prostu smutny i chce porobić smutne piosenki. Niewątpliwą zaletą tego, że nie jest to jego solowy album jest fakt, że jednostajne zwrotki przeplatane śpiewem Julii Mikuły wydają się ciekawsze i nie nużą.

Upraszczając to najbardziej jak się da: DRAMAT. to dwadzieścia dwie minuty smutnego, lekko grafomańskiego lovesongu. Kropka. Nie jest to dzieło wybitne, ale na pewno nie jest tak nieudane, jak niektóre projekty rapera. To było sajko.network, a w dzisiejszym odcinku chwaliliśmy rapera Kukon.

1 Jeśli jesteś może autorem tego zdjęcia, to napisz. Oznaczę IG i osobiście spropsuję naturalizm.

Zeen is a next generation WordPress theme. It’s powerful, beautifully designed and comes with everything you need to engage your visitors and increase conversions.