fbpx

Prawdziwa awangarda – czyli dorobek Młodego Zgreda.

Jedno trzeba zaznaczyć już na samym początku, Zgred to prawdziwy OG. Rocznik 88, dorastał na osiedlu w małopolskim Chrzanowie. Postkomunistyczny okres na pewno nie pomagał w młodości: bieda, smutne realia szarych blokowisk. Te dwie rzeczy na pewno odcisnęły spore piętno na przyszłej twórczości Zgreda.

Warto wspomnieć o artystach, których słucha: Darkthrone, Burzum, Odd Future czy też Mf Doom. Tę krótką listę udało mi się skleić z jego wpisów na fanpage oraz rozmowy prywatnej. Jeśli chodzi o Darkthrone czy Burzum – metalowe podboje Zgreda możemy usłyszeć np. w tracku R.CH.B (Rozpierdol, Chaos, Bałagan). Jeśli chodzi o Mf Dooma, to sam Zgred mówi, że jest jego psychofanem. Wiąże się z tym także ciekawa historia, gdyż ubieranie maski przez Zgreda jest inspiracją ów Mf Doom’em. Znamy jego zagraniczne inspiracje rapowe, to może teraz przejdźmy na nasze polskie rapowe podwórko.

„OBUDŹ MNIE KURWA W ŚRODKU NOCY, NIE BĘDĘ WIEDZIAŁ GDZIE JESTEM, ALE SKANDAL ZARAPUJE OD POCZĄTKU DO KOŃCA Z WCZUTĄ JAK 15 LATEK.” – Młody Zgred nt. Skandalu Molesty.

Na fanpage Zgreda możemy znaleźć wiele wpisów na temat tej płyty, możemy z nich wywnioskować dwie rzeczy. Urodził się 22 marca, czyli dzień przed premierą Skandalu (23 marca). I po drugie: dosłownie ją uwielbia. W wieku 15 lat (2003) zaczął sam robić muzykę i założył swój squad. Ochrzcił go dumnie trzema literami: L K C. Niestety nigdy nie zdradził co oznacza ten skrótowiec, ale wraz z biegiem lat nazwa zmieniła się na jej fonetyczną formę: ELKACE. Ekipa ta istnieje do dziś. W muzycznym składzie znajdziemy: Zgreda, Wiecznie Wkurwionego oraz JSVDRUM.

Chrzanowska ekipa

O Wiecznie Wkurwionym nie wiemy prawie nic. Gdy przeszukamy serwis YouTube pod kątem tej ksywy, to znajdziemy stare wrzuty z 2009 roku, sam rapuje i można go usłyszeć na featach ze Zgredem. Dalej prężnie tworzy w podziemiu. Płaski a.k.a JSVDRUM za to pochodzi ze starego Chrzanowskiego squadu KIM JSTM. Kiedyś był aspirującym raperem, teraz zajmuje się tylko i wyłącznie produkcją. JSVDRUM mogliśmy w późniejszych czasach zobaczyć w PALEWAVE. Jako ELKACE tworzyli swoje w podziemiu dla naprawdę skromnego grona przez długi czas; wszystko zmieniło się w momencie, gdy Zgred założył swój prywatny kanał na YouTube. Już swoim pierwszym trackiem – „Skrawki” dał do zrozumienia, że kiedyś będzie grał jakieś skrzypce. 

To pogański rap, chrzescijanów witam kopem w morde”

Co można powiedzieć o tym tracku? W czasach, gdy królował Wilk Chodnikowy, a Radio Pezet zbierało żniwo krytyki; on nie bawił się w półśrodki, mówił co go irytuje. Witał ,,chrześcijanów” kopem w morde. Niektórzy przytoczą tu demonologię z 2011 roku, tylko musimy zaznaczyć jedną rzecz: Demonologia to w większości wymyślony storytelling, można tę płytę nazwać horrorcore i raczej większego drugiego dna w sobie nie zawiera. Twórczość Zgreda za to jest czystym real talkiem, przemyśleniami artysty; przekazuje nam mroczną historię własnego miasta i życiorysu. W 2012 roku taki artysta po prostu był niecodzienny, wychodził poza ramy i nie zamierzał się niczym ograniczać (chyba, że alkoholem). Na szczęście w tamtych czasach Romek dalej był zajarany rapem, tworzył regularnie i mu to popłaciło…

Warto napomnieć o tym, że wokale utworu „Skrawki” zostały nagrane celowo na „mikrofonie za 5 złotych”. Nie przypomina wam to czegoś? Filosofem autorstwa Burzum. Wokale w Filosofem były specjalnie nagrywane na najgorszym mikrofonie, a Zgred na swoim Fanpage’u nie raz pokazał, że jest ogromnym fanem twórczości Varga Vikernesa. 

Rozkwit Zgreda

„Skrawki” były dopiero zapowiedzią tego, co Zgred przyniesie dla Polskiej sceny. W tamtym czasie jak na swoje standardy pracował dosyć prężnie, w okresie od października 2012 do października 2013 wypuścił 7 kawałków, co jest naprawdę pokaźną liczbą jak na jego standardy. Właśnie wtedy wypuścił swój najpopularniejszy singiel „P.O.R.N.O”.

Powoli tworzył w swoim tempie, zdobywając coraz to większe uznanie i wyświetlenia, szlifował swój diament w domowym zaciszu. Zanim się obejrzał, wypuścił już dosyć sporą ilość singli. 11 stycznia postanowił o wydaniu albumu – JEBAĆ TEN BOOTLEG. Okładka albumu była tak naprawdę przerobioną okładką płyty Skullduggery – These Wicked Streets. W 2016 album ukazał się jako nielegal, sprzedaż odbywała się poprzez przelew na konto Zgreda i poinformowanie go poprzez email o adresie. Płyta kosztowała tylko 10 złotych! Na pytanie, czy wytłoczenie jest takie tanie, odpowiedział:

„JEST TAŃSZE BO W TYM WLICZAM WYSYŁKE. RAP TO BIZNES JES I NIE MAM Z TYM PROBLEMU ALE JA NIE JESTE KURWA BIZNESMENEM.”

Pakowaniem zamówień zajmowało się całe LKC. Do tej pory możemy znaleźć na fanpage’u Zgreda film, jak na melanżu wraz z chłopakami przygotowuje płyty do wysyłki. Nakład tej płyty wynosił całe 500 ( + nadliczbowe, które rozdawał na koncertach; niestety nie wiemy ile) sztuk. Uwierzcie mi, że taka płytka to naprawdę niemały rarytas w dzisiejszych czasach.

Undergroundowe koneksje

Po skończeniu albumu w 2015 Zgred zaczął coraz bardziej zaznaczać swą pozycję w undergroundzie. Zawiązywał znajomości, pojawiał się na teledyskach czy też nagrywał zwrotki osobom, które według niego na to zasługiwały. Mogliśmy go często widywać wśród zawodników składu PALEWAVE; w tracku unknown Dana możemy ujrzeć Zgreda w pierwszych sekundach .

Kolejnym wartym wspomnienia wydarzeniem na pewno jest feat na ylloM Guziora. Zgred występuje tam pośród takich graczy jak Quebonafide czy Slim Szczegi. Jak na undergroundowego „newcomera to coś naprawdę wyjątkowego. Na „Ghoul” nawinął chyba jedne z bardziej pamiętnych wersów, host na QueQuality nie ugrzecznił go jakkolwiek, a nawet dał upust swemu brudowi i emocjom jeszcze bardziej. Chłopaki się na tyle z sobą dogadywali, że planowali wspólną płytę; niestety jak sam Zgred potem powiedział „Poróżnił ich światopogląd”.

Około roku 2015 zawiązał też bliższą znajomość z Pikersem. Pikiego możemy chociażby ujrzeć na „Wstępie” Zgreda. Chłopaki niejednokrotnie mieli coś razem ze sobą stworzyć, niestety przez 3 lata okazywania chęci do współpracy, (co widzieliśmy na fp Zgreda) nie udało im się nic skleić. Po tych wszystkich wydarzeniach niestety zaczął się najgorszy okres w twórczości Remka – stagnacja. Co prawda nie raz mówił, że druga płyta jest w trakcie produkcji. Nawet powiedział, że skończył pisać teksty. Aczkolwiek mija kolejny rok i ani widu, ani słychu. 

Zimowy Sen

6 września 2015 roku ujrzeliśmy ostatni kawałek przed dwuletnią przerwą. Podczas tych dwóch lat zagrał dwa koncerty. Aczkolwiek jego wystąpienia, to coś niesamowitego. Zgred nie robił typowych koncertów, moglibyśmy je po prostu przyrównać do tych, które spotykamy w m.in. punku. Na koncertach sam poruszał się w tłumie, pił, skakał w moshu. Nie kłamał, gdy nawijał „Rozpierdol, Chaos, Bałagan” – te słowa idealnie obrazują to, co się działo. By dać wam namiastkę tego, jak to wyglądało:  

MAM W CHUJ SINIAKÓW, WŁAŚCICIEL KLUBU (?) CHCIAŁ PRZERWAĆ KONCERT I OCHRONA MNIE NA SCENĘ NIE CHCIAŁA WPUŚCIĆ. WIĘCEJ GRZECHÓW NIE PAMIĘTAM. DOSŁOWNIE. NIE PAMIĘTAM. SYF ODJEBALIŚMY W CHUJ […]”

Poczynania w 2017

Po koncercie w Warszawie nastała cisza. Długa muzyczna cisza. Dopiero w 2017 roku zebrał się, by wrzucić jeden track, do tego określił go jako „surowy”, gdyż miks robił aż całe pięć minut. Produkcja, którą pokazał nam w 2017 roku, jest zdecydowanie najbrudniejszym junkie rapem, jaki został dany polskiej scenie. Ćpanie, picie „jabcoków”, jedzenie szyszek bielunia – ten track po prostu świetnie przeplata postkomunistyczne realia z typowym smutnym, oderwanym od rzeczywistości ćpuńskim rapem. Naprawdę polecam przesłuchać ten utwór, bo jest to ciekawe przeżycie i pomoże nam zrozumieć samą osobę Zgreda.

Dalsze poczynania w 2017 roku

W 2017 roku Zgred dograł się także Postmordędze. Sama postmordęga to ciekawy twór: Podkarpacka interpretacja memphis rapu. Ekipę zasila Robscire, którego możecie znać, chociażby z produkcji dla Ghostemane oraz Wazon WWS – jego za to można kojarzyć z gościnek m.in. na kanale Zgreda, czy na projekcie Rogala DDL – AAAWARIA. Tu mamy dla was niespodziankę, wraz z opublikowaniem tego artykułu, w sieć wleci nieopublikowany dotąd numer Zgreda – utwór ten pochodzi z niedługo nadchodzącego albumu Postmordęgi.

Postmordęga feat. Młody Zgred – Metro 2033

Nastał czas na ostatni koncert Zgreda, który już naprawdę był całkowitym rozpierdolem. Zgred zgubił na nim telefon, buty. Zniszczyli klubowy sprzęt, połamali meble czy zdewastowali klubowe łazienki. Ułamek tego, co tam się działo, możemy zobaczyć na jego kanale. Oczywiście nie popieram wandalizmu i nieposzanowania własności innego człowieka, ale sytuacje obecne na koncercie oddają starego ,,punkowskiego” ducha i na pewno potwierdza, że Zgred jest prawdziwym wyznawcą ,,Distroju”.

Wspominany Krakowski Koncert.

Realny wpływ Zgreda na scenę

Można nie lubić muzyki Zgreda, jego persony, ale w jakimś stopniu na pewno trzeba szanować.

,,Człowiek, który wyprzedził falę przećpanego, depresyjnego rapu o dobre pół dekady”

Tak opisało go newonce w listopadzie 2018 roku. Wyciągnięto takie wnioski w momencie, gdy persony obecnie przodujące w junkie rapie takie jak: Zdechły Osa, Tonciu czy też martwy seba dalej tkwiły w dosyć głębokim undergroundzie. Zgred na pewno jest osobą, którą inspiruję się Zdechły Osa, możemy ujrzeć jego stare komentarze pod trackami Zgreda, a samo „Distroj” osy właśnie wzięło się od Zgreda. Chcąc nie chcąc, przyczynił się do rozwoju pewnego wave’u w rapie. Swego czasu tworzył naprawdę awangardowe dzieła i tak go zapamiętajmy. Niestety zaprzestał działalności muzycznej z jednego powodu ,,Ma wyjebane.”

Zgred jest reliktem pewnego okresu w rapie, jego osoba na pewno ubogacała znacząco podziemie, pokazywała, że można tworzyć swoje i osiągać sukces niezależnie od niczego; pokazywała, że każda muzyka znajdzie swojego odbiorcę. I z taką myślą was zostawię, róbcie muzykę, jaką chcecie, taką, jaką czujecie, a cytując znajomego Zgreda – Pikersa

Będzie coś z tego gówna.

Zeen is a next generation WordPress theme. It’s powerful, beautifully designed and comes with everything you need to engage your visitors and increase conversions.

Więcej?
BIAŁY TUNEL to najświeższa płyta ostatnich lat – recenzja