fbpx

Późna dojrzałość legendy – krytyczne spojrzenie na H8M5 Białasa

H8M5 prędko zostało okrzyknięte albumem aspirującym do miana “płyty roku”. Taka reakcja słuchaczy, chociaż według mnie bardzo pochopna, nie była szczególnym zaskoczeniem. Zupełnie jak poziom najnowszego wydawnictwa Białasa. Określić je można jako odpowiednie przełamanie pewnych schematów w swojej twórczości i późne zakończenie artystycznego i osobistego dojrzewania. Zachwytów jednak ilości szczątkowe. Natomiast te, które się pojawiły, w większości wywołane były magią Lanka. Na sukces H8M5 składa się wiele czynników. Po osłuchaniu się z krążkiem, w głowie pozostaje jednak kilka ‘ale’.

Król kazał na siebie poczekać

Ponad półtora roku oczekiwania na LP Białasa zrekompensowało wspaniałe i zachwycające swoją otoczką EP pt. H8. Wszak w oczach słuchacza usunął się w cień jako bardzo dobry raper, ale nudziarz, a wrócił jako równie dobry raper, ale i król, którego można w końcu nazwać dojrzałym artystą. Przerwa wywołała wśród fanów tęsknotę, a to było czynnikiem do zrozumienia tego, jak ważna jest obecność Białasa na rodzimej scenie. H8 rozpoczęło kreślenie linii oddzielającej stary etap jego kariery od nowego, a H8M5 te dzieło w wyraźnie zaakcentowany sposób wieńczy. W żaden sposób nie jest to dla nas zaskakujące. Mogliśmy spodziewać się w jakiej tematyce osadzony będzie album stanowiący sequel H8M4, wypuszczony na odpowiednim podłożu o nazwie H8.

Czy tego już kiedyś nie było?

Bez wątpienia kochamy Białasa za umiejętność bardzo lekkiego przekazywania życiowej treści. Nie pierwszy raz już w wyraźny sposób rozlicza się z demonami swojej przeszłości lub chociaż podejmuje taką próbę. Pierwszy jednak raz czuć linijki przesycone maksymalną szczerością, które oparte są na filarach wyglądu jego obecnego, normalnego (słowo klucz) życia. Klasyczne romanse Białasa z “ghetto flexem” nie są czymś nowym, w końcu jeśli przyznawali byśmy prawo do czynienia trapowej przewózki, to on by je otrzymał w pierwszej kolejności. Podczas odsłuchu przeważa jednak odczucie, że my to wszystko, co on mówi już nie raz od niego słyszeliśmy. Słuchacz może śmiało zarzucić mu “wypstrykanie” się z tematów. W dużym stopniu rekompensuje to jednak bardzo istotny aspekt, który staram się podkreślać przy każdym wybitnym lirycznie raperze – monotonię tematyczną można zatuszować “ugryzieniem” danego wątku w niesztampowy sposób. A Białas “kąsa” błyskotliwymi linijkami, nagromadzeniem porównań oraz panczy. To jednak balans na granicy dobrego smaku. “Ja muszę chyba być okropnie wielki, bo mi latają koło chuja sępy” – to już zdecydowanie za daleki odlot, który brzmi karykaturalnie, kiedy ktoś próbuje używać przekonującej przewózki. Nieładnie.

Zjebana policja, wrzucali mnie na bęben
A co ja perkusista, zmieniłem się kompletnie

Białas – Na ulicy

Noga na gazie, dobra narazie
Mieliśmy jechać, a stoimy w korkach 90 minut jak piłkarze

Białas – W Imię Ojca Trapu

Największą bolączką H8M5 jest brak elementów zaskoczenia. Białas już dawno wszedł na poziom swojego maximum i jedyne na co obecnie możemy liczyć, to eksperymenty, które określić można artystycznym progresem. Eksperymenty, których na najnowszym albumie jest tyle, co kot napłakał. Można pokusić się o zarzut bezpiecznego siedzenia w strefie komfortu. W pewien sposób odbić go może eksperymentalny Art-Hop, będący projektem stojącym kilka poziomów wyżej nad jego ostatnimi utworami. Art-Hop, który, miejmy nadzieję, otworzy sagę muzycznych doświadczeń Białasa i Lanka. 

Szpaku i Kara ponownie nie byli w stanie przełamać swojej złej passy

Ogromnym plusem jest nader “normalna” i nieinwazyjna zwrotka Bedoesa, w której nacisk położony został na treść, co dopasowuje się do wizji konceptualnej albumu. W ogólnym rozrachunku nie mogę przyczepić się do Pezeta, który uruchomił w sobie tryb “głodnego, żądnego wygranej rapera”. Nie byłby jednak sobą, gdyby nie wspomniał o jej włosach koloru bubble-gum róż. Niby to tylko jeden, krótki wers, ale odczuwalnie razi w uszy. Kara mimo zaserwowania szczero-ulicznej zwrotki odstaje poziomem od gospodarza. Nie byłoby w tym nic rażącego, gdyby nie jej walka z bitem i rozpaczliwe próby utrzymania się w produkcyjnym torze. Szpaku natomiast kolejny raz wykrzyczał zwrotkę rodem z generatora tekstów.

H8M5 to wypadkowa twórczości Białasa z kilku ostatnich lat

Intro z wokalami Ciechowskiego przejdzie do legendy

Białas ponownie wykonał trepanacje swojej czaszki i wyjął z niej wspomnienia przeszłości oraz towarzyszące mu aktualnie myśli. To nas nie rozczarowuje, ale spodziewaliśmy się fajerwerków. Poza wokalami Ciechowskiego nałożonymi na intro płyty, które z przytupem rozpoczyna przygodę z odsłuchem, nic nie było w stanie wywołać we mnie emocji. A te emocje powiązane z Intro, to kolejny raz nie tyle zasługa Białasa, co genialnej produkcji Lanka połączonej ze stjunowanym wokalistą Republiki. H8M5 nie jest przecież słabe. Spodziewaliśmy się życiowej, dobrej płyty, na której raper w wyrafinowany sposób sieka błyskotliwe linijki na topowej produkcji Lanka – i to też otrzymaliśmy. Spodziewaliśmy się krążka rozliczającego przeszłość – i to też otrzymaliśmy.

Brak elementów zaskoczenia wzbudza jednak poczucie, że H8M5 jest albumem jałowym. Wszak o problemach rapera z alkoholem mogłem usłyszeć na Rehabie i Milion Długu, utworze mającym nieporównywalnie większy wyraz od znacznej części tracklisty z najnowszego wydawnictwa. Przewózka Białasa przypomina dobrowolne zamknięcie się w stylowym więzieniu rodem z POLONu, a gadka o starych i fałszywych znajomych w ogóle przoduje w jego twórczości. Gdyby nie fakt, że u Beezy’ego pierwszy raz rzeczywiście zdaje się, że życiowo jest w końcu ustabilizowany, to H8M5 straciłoby zupełnie na wartości. Byłoby kolejną płytą aka próbą walki z samym sobą. Płytą bezpłciową.

Po głównym daniu przydałby się jakiś deser

Podziw wzbudziło swobodne przepływanie po produkcjach Lanka. To już firmowy styl Białasa, czyniący go topowym raperem. Utrzymał album w klimacie charakterystycznym dla H8-ów i nie zawiódł słuchacza głodnego treści. Wielu słuchaczy upatrywać będzie w nim swojego ojca, bo tematykę oscylującą wokół szeroko pojętej, ulicznej patologii, zna od podszewki. Potrafi wcielić się w postać psychologa, przeprowadzającego słuchaczowi muzyczną terapię, podczas której sypie z rękawa trafnymi poradami. Nawet jeśli jego wersy zdają się być odrobinę populistyczne, to wypluwa je w sposób Białasowski, czyt. charyzmatyczny, silny, przekonujący. Wyraźnie dorośle złagodniał, nadal jednak czując swoją wartość jako artysta. Po fenomenalnym EP H8, mój głód jego muzyki był ogromny. Białas swoim LP go w pewien sposób zaspokoił, ale pozostawił bardzo dużo miejsca na deser, którego próżno upatrywać. 

Zeen is a next generation WordPress theme. It’s powerful, beautifully designed and comes with everything you need to engage your visitors and increase conversions.

Więcej?
Casus Białasa albo przekleństwo art-hopu