fbpx

„Hample” są jak BMW M5 – recenzja albumu Favsta i Gibbsa

Favst i Gibbs połączyli swoje siły w celu stworzenia albumu, który będzie przykładem muzyki do samochodu. Po odsłuchaniu pierwszego singla  „halo”, byłem przekonany, że ten album będzie jak BMW M5 Competition. Gdy ujrzałem tracklistę Hampli, to zaczęły mi one przypominać BMW e36, które teoretycznie będzie pasować do każdego kierowcy, ale nikt tym nie będzie chciał jeździć. Jak ten album wypada w ostatecznym rozrachunku? 

Wsiadasz do auta i puszczasz… Hample

Na początku należałoby określić czym tak naprawdę jest muzyka do samochodu, której możesz posłuchać będąc w trasie. Najgorszym typem takiej muzyki jest trap bass boosted, tego nawet w aucie nie da się słuchać. Kojarzy nam się z wiejskimi bądź blokowymi klimatami, gdy chłopak o wątpliwym ilorazie inteligencji wsiada do swojego piętnastoletniego e36 i denerwuje sąsiadów. Favst i Gibbs pokazali nam inną stronę tego gatunku, jeśli mogę tak nazwać muzykę do auta. Pokazali, że nie musi on nam się kojarzyć z pustą łupaniną, a z ambitniejszymi utworami, które trzymają tempo, ponieważ są to produkcje na poziomie 140BPM, a nawet szybsze. Tracki są bardzo energiczne i każdy z artystów, a zwłaszcza Opał, Kiełas, Barto Katt przekazali słuchaczowi niesamowitą energię, która napędza do działania. Wspomniałem o tym, że jest to ambitniejsza muzyka. Podoba mi się tematyka, jaka została zawarta na Hamplach. Z jednej strony teksty są o wszystkim i o niczym, a z drugiej, kiedy się wsłuchasz, to możesz pomyśleć o wszelkich problemach.  Prawie wszystkie tracki wprowadzają nas w overthinking. Zastanówcie się, co najczęściej robimy będąc w trasie. Poza słuchaniem muzyki (oraz skupieniem na drodze oczywiście), myślimy, po prostu myślimy. Hample dzięki swojej tematyce jeszcze bardziej wciągają nas w stan zamyślenia. Favst i Gibbs pokazali nam na nowo muzykę do auta, która nie będzie nam się kojarzyć z wiejskim techno.

Przeplatanie gatunków jak w radiu 

Jeśli na tej samej trackliście znajduje się Krzysztof Zalewski oraz Pezet, to wiedzmy, że ten album będzie różnorodny. Tak też się stało. Możemy posłuchać wokalnego „dddd” oraz technicznego „nowego teatru”. Przeplatanie się różnych stylistyk doprowadziło do tego, że teksty faktycznie brzmią podobnie, ale nie odczuwam tego tak bardzo przez różnorodności zestawionych po sobie artystów. Wspomniałem o zlewających się ze sobą tekstach, niestety jest to fakt. Jednym z największych minusów tego albumu są monotonne linijki, które każdy z artystów położył. Nie jestem w stanie wyróżnić ani jednego z gości, który jakoś zaimponował mi swoim tekstem. Jest to minus, aczkolwiek nie odpycha mnie to od Hampli. To miała być muzyka do auta, dlatego nie oczekiwałem górnolotnych zabiegów lirycznych i wierszy. Osoba odpowiedzialna za układanie tracklisty powinna dostać medal, zrobiła to wyśmienicie. Album się nie nudzi, gdy zaczynamy czuć monotonnie to nagle przebija nam się szybszy, bardziej dynamiczny track. 

„Jak yin i yang, rozkładamy siły

Favst i Gibbs połączyli siły i wyszło im to bardzo dobrze. Przykładem jest otwierający singiel „dddd” na którym połączyli swoje siły nie tylko przy FLu. Obaj stanęli przy mikrofonie i wspólnie stworzyli refren, który obrazuje to jakie owoce przyniosła ich współpraca. Znowu kłania nam się układ albumu. Odpalasz Hample z myślą „Ciekawe co wyszło z tej współpracy Gibbsa i Favsta” i trafiasz na samym początku na refren „dddd”. To co mogli dać od siebie jest na najwyższym poziomie. Czekam z niecierpliwością na wersję instrumentalna Hampli, ponieważ beaty są na najwyższym poziomie. Panowie włożyli w to ogrom pracy. Jak to udowodnić? Nareszcie przestali używać cut’ów z paczki. Oklepanych syren, laserów. Zawsze będę doceniał jak podkład jest zrobiony w całości przez producenta bez zapożyczania brzmień. Po tym poznaje się prawdziwych producentów, a nie klepaczy beat’ów pokroju DJ’a Wajsa.

fot. @ajgorignacy

Warto wyróżnić umiejętności wokalne Gibbsa, które już nie raz pokazywał, chociażby na solowym albumie „Czarno na białym”. Jego wokalne akcenty naprawdę zrobiły kawał dobrej roboty. Wyciągnął takie single jak „halo” oraz „piach”, które bez jego refrenów nie zebrałaby takich wyświetleń jakie aktualnie posiadają. „halo” jeszcze by się wybiło, ponieważ Kukon też dobrze się zaprezentował, natomiast „piach” bez Gibbsa byłby marnym trackiem, który trafiłby do odrzutów, Przyłu nie zaimponował i położył nudną zwrotkę. Idąc tendencja spadkową przejdźmy do „gehenny” na której pojawił się Hinol i jest to najgorsza gościnka jaka znalazła się na Hamplach. Nawet Janusz Walczuk bardziej się postarał. Ja nie hejtuje twórczości Hinola, ostatni album nie był zły, za to zwrotka na Hamplach jest tragiczna. Już nie chodzi o to kwadratowe flow. Wokal Hinola jest nie do zniesienia. Z bólem odsłuchiwałem ten track, przed skipnięciem uratował go Gibbs, który wyciągnął go jak tylko mógł. Przejście z refrenu Gibbsa na zwrotkę Hinola brzmi jakbyś rozmawiał z ziomkiem i nagle podbił do was menel proszący zachrypniętym głosem o dwa złote.

Jest kilka utworów, o których warto napisać cos więcej

  • Favst, Gibbs – „Coldplay” feat. Opał. Wyróżniłem ten track z dwóch powodów. Jednym z nich jest to, że na socialach zaskakująca masa słuchaczy wypowiadała się na temat na jego temat. Nie widziałem tyle podniesionych głosów o „tour de france” na przykład, a na papierze jest to o wiele głośniejszy singiel. Drugim powodem jest niesamowity progres jaki zrobił Opał w 2021. Na Połączeniach pokazał się z bardzo dobrej strony. Na BDF REPRESENT utrzymał poziom z płyty z Gibbsem. Pora na Hample i „Coldplay”. Genialnie zaśpiewany refren, jedna z lepszych części tego albumu. Natomiast zwrotki trochę kuleją. Na początek wyciągnę wers „W schowku wisienki, więc ta podróż dla nas będzie tortem”, ta linijka nie ma najmniejszego sensu. O co chodzi z tym tortem i podróżą. Analogie wisienki i tortu zrozumiem, często używany frazes, ale nie jestem w stanie pojąć porównaniu podróży do tortu. To co w refrenie było dużym plusem w zwrotkach stało się minusem. Mowa o przeciąganiu i akcentowaniu ostatnich sylab. Na refrenie to dobrze brzmi, natomiast zwrotki przez to brzmiały jak psalm śpiewany przez organistę w kościele. Jest to duza rysa na kawałku „Colplay” do którego Favst i Gibbs przygotowali bardzo dobry, szybki, dynamiczny, pasujący do auta beat. 
fot. @saniieczka
  • Favst, Gibbs – „francuskie filmy” feat. Krzysztof Zalewski, Pezet. Pisałem już o syntezie POPu i rapu jaka istnieje na tym albumie. Fakt, że na jednym z tracków znalazły się czołowe postacie z obu gatunków tylko potwierdza to co napisałem. Podoba mi się wykonanie wokalne Krzysztofa Zalewskiego, nie widzę tam żadnych wad. Za to tekst jest jak na POP przystało bezsensowny. Rozumie, że to muzyka do auta i sam napisałem, że nie oczekuje tutaj wierszy ale nawet jakbym się wsłuchał w to co śpiewa Krzysztof Zalewski to nie wiedziałbym co on tak naprawdę do mnie mówi. Zbiór losowych zdań o rozłące, nie ma żadnego ciągu przyczynowo skutkowego. Może tak miało być  i Krzysztof Zalewski miał się skupić na wokalu, a to Pezet miał nadrabiać wartością liryczną. Jest trochę lepiej, ale nadal nie widzę żadnego sensu w tekście tej piosenki. Panuje tam straszny chaos. Obaj pokazali się bardzo dobrze pod względem flow, wokalu, techniki. Niestety tekst w tym utworze leży i kwiczy kolokwialnie mówiąc. Z drugiej strony to muzyka do auta także powtórzę się po raz kolejny, nie oczekujmy wierszy. 
  • Favst, Gibbs – „tour de france” feat. Kabe, PLK. Zdecydowanie mój ulubiony singiel z Hampli.  Dosłownie wszystko tam do siebie pasuje. Najpierw bit, który oczywiście jest z najwyższej półki. Przed odsłuchem obawiałem się tego jak Kabe poleci po francusku, jego francuskie zwrotki z Mowgli nie kupiły mnie  w żadnym stopniu. Na Hamplach jest odwrotnie, reprezentant QueQuality postarał się i poprawił swój francuski na trackach. PLK wiadomo, majstersztyk. Nie bez powodu jest w topce francuskich raperów (jego historię oraz dyskografie opisałem TUTAJ). Obaj genialnie się dopasowali na podkładzie Favsta i Gibbsa i jest to jeden z niewielu tracków na tej płycie do których nie ma jak się przyczepić i nie widzę w nim żadnych wad.

Dojechałeś do celu, prowadził cię Favst oraz Gibbs

Jeśli miałbym porównać ten album do samochodu to byłby nim BMW w pakiecie M5. Szczyt marzeń to nie jest, ale każdy z chęcią usiadł za kółkiem i nie najadłbyś się wstydu jakby wyjechał nim z domu. Do Mercedesa mu daleko, jest kilka niedociągnięć ale do Daewoo jeszcze dalej, ponieważ jest to materiał na bardzo wysokim poziomie, a główne postacie, które brały udział w tworzeniu Hampli dały z siebie wszystko i odwalili kawał dobrej roboty.

Zeen is a next generation WordPress theme. It’s powerful, beautifully designed and comes with everything you need to engage your visitors and increase conversions.