fbpx

#1 Wschodzące gwiazdy zagranicznej sceny. Iann Dior, Tyla Yaweh i Vincent

Ponad pół roku temu poruszałem w podobnym felietonie temat kilku „młodych”, wchodzących w mainstream raperów – byli nimi między innymi Polo G, Lil Tjay, Lil Keed czy Lil Teeca. Zasadniczo nie pomyliłem się za bardzo, może prócz ostatniego wymienionego artysty, o którym ostatnio zrobiło się dość cicho. Zapewne żadna osoba, która ma większą styczność lub po prostu interesuje się amerykańską sceną muzyczną, nie powiedziałaby, że wspomniana wcześniej trójka raperów już w 2019 roku zaczęła wzbijać się na coraz wyższe poziomy rozpoznawalności wśród słuchaczy. Największą obecnie karierę ze wszystkich „młodych wilków” można przypisać do Polo G, który nie tak dawno wydał drugi studyjny album „The Goat”, który okazał się nie tylko lepszy, ale i znacznie ciekawszy przez różnorodność stylistyczną od zeszłorocznego debiutu „Die a Legend”. 

Co zatem zmieniło się na przestrzeni tych kilku miesięcy od publikacji tamtego felietonu? U tamtych raperów, oprócz większej sławy i rozgłosu nie za wiele. Jednak z drugiej strony do głosu dochodzą obecnie nowi, równie młodzi artyści, którzy w ciągu roku mogą zapewnić sobie miejsce zarówno na bilbordach, jak i na playlistach słuchaczy. Właśnie takich wykonawców poznamy pokrótce w tej serii.

I won’t let ’em get me, I won’t sell my soul

Iann Dior – Sickness

Na pierwszy ogień idzie raper, piosenkarz lub po prostu artysta, czyli Iann Dior. Ze wszystkich trzech „przyszłych gwiazd”, które tutaj wspomnę, to właśnie Michael ma największe doświadczenie w muzyce. Ciężko mi określić go tylko jako rapera ze względu na różnorodność w muzyce i fakt, że spora część jego utworów jest mieszaniem rapu z przeważającymi elementami czysto śpiewanymi. Nie zmienia to faktu, że wykonawca, którego karierę śledzę obecnie z największym zaciekawieniem – może to po prostu moje dziwne „zboczenie” względem takiego stylu muzycznego, w którym podkład opiera się w pierwszej kolejności na gitarze lub jego twórczość jest tym czego brakowało mi w muzyce od pewnego czasu. Głównym powodem, dlaczego akurat Iann znalazł się na tej liście to różnorodność, jaką prezentuje na swoich trzech projektach – uważam, że każdy znajdzie tutaj utwór dla siebie, od czysto trapowych brzmień po całkowicie śpiewane lovesongi. Oczywiście dla kogoś minusem może być monotematyczność i tutaj w pewien sposób jestem się w stanie zgodzić z tym zarzutem, bo zarówno mixtape „Nothings Ever Good Enough”, jak i debiutancki album „Industry Plant” zawierały głównie tematykę o miłości, kobietach czy złamanym sercu. Nie mniej jednak tegoroczne EP zatytułowane „I’m Gone” odbija od wcześniejszego schematu na rzecz bardziej wakacyjnych, trapowych numerów. Najtrafniejszą ocenę co do powtarzalnych tematów będziemy mogli wydać dopiero po drugim studyjnym krążku, który możliwe, że ukaże się jeszcze w tym roku. W kwestii współpracy z innymi raperami Michael ma się czym pochwalić, bo w swojej zaledwie trzyletniej karierze dorobił się już utworów z takimi artystami jak Lil Baby, Gunna, MGK, Trippie Redd czy Travis Barker. 

Dla kogo jest muzyka jaką tworzy Iann Dior? Szczerze poleciłbym ją każdemu, jak wspomniałem na początku tego akapitu jest on tak różnorodny w tym co tworzy, że każdy powinien znaleźć dla siebie chociaż jeden utwór. Można też podejść do niego jako rapera, który stawia głównie na muzykę romantyczną czy emocjonalną, ale zapewniam, że nawet miłośnicy przysłowiowych „bangerów” o tematyce bogactwa, sławy i pieniędzy znajdą coś dla siebie. 

Dripped down in fashion, now I look like money

Tyla Yaweh – Salute ft. French Montana

Tyla Yaweh to wykonawca, który pojawił się znikąd i to stwierdzenie można brać dosłownie. Najgłośniej zrobiło się o nim ostatnio po wspólnym utworze z Post Malon’em, który zapowiada jego drugi studyjny album „Ragerboy”. Jakby tego było mało, sam singiel znalazł się w notowaniu Billboard Hot 100 na miejscu 65.  W 2019 roku Tyla zadebiutował z krążkiem pod tytułem „Heart Full of Rage”, który okazał się solidnym materiałem, na którym zasadniczo wszystko współgra ze sobą – jest to akurat największe zaskoczenie, bo w ostatnim czasie nawet u światowych artystów czasem pojawiają się problemy w postaci tematyki czy całej spójności projektu, który wydają. O samej płycie nie chcę za dużo tutaj pisać, to po prostu materiał, z którym warto zapoznać się samemu, chociaż jego tematyka w większości skupia się wokół czysto trapowych lovesongów – jednak całość jest niesamowicie spójna przez co już przy pierwszym odsłuchu byłem, nawet nie tyle zaskoczony, co zadowolony z całego projektu. Tyla współpracował już między innymi z French Montana, który swoją drogą jak zawsze zepsuł cały utwór, ale chyba nie zaskoczyłem tym stwierdzeniem nikogo i faktem, że Montana od pewnego czasu cofa się ze swoją muzyką. Wracając jednak do kolaboracji Tylera z innymi raperami to wymienić tutaj również warto YG,Wiz Khalifa czy wcześniej wspomnianego już Post Malone’a. Za wiele więcej na temat samego artysty napisać się chyba nie da, zostaje nam czekać na zapowiedziany już album, który ma się ukazać do końca tego roku. W porównaniu do Iann’a to Tyla może okazać się największym zaskoczeniem tego roku, o ile już nie możemy stwierdzić, że jest on tegorocznym „czarnym koniem” w wyścigu do ścisłej czołówki. 

I got to go count my blessings

404vincent – Bruce Wayne

Na sam koniec zdecydowałem się, aby wspomnieć w kilku zdaniach o artyście, który zasadniczo nie powinien się tutaj znaleźć – nie powinien z tego powodu, że w porównaniu do poprzednich raperów dopiero zaczyna swoją przygodę w muzyce, nie ma za sobą studyjnego albumu czy milionów wyświetleń. Vincent czy też 404 Vincent jest muzykiem, który ma potencjał na karierę i na pewno idzie w dobrym kierunku. Trafiłem na niego dość przypadkowo, właściwie to za sprawą youtube’a, który przełączył mi w autoodtwarzaniu najbardziej znany utwór omawianego artysty, czyli „I Do This!”. Po zagłębieniu się w jego twórczość na soundcloudzie zdecydowałem, że warto umieścić go w tej serii. Ktoś może oczywiście powiedzieć, że na tle innych, czy wcześniejszej wymienionych raperów jest on kompletnie nieznany – oczywiście to prawda, ale warto mieć go na uwadze ze względu na warsztat, którym się posługuje, czy nawet różnorodność, chociaż akurat ta wynikać może z poszukiwania stylu, w którym się odnajdzie najlepiej. Niemniej jednak samo eksperymentowanie (dla porównania warto przesłuchać EP „Starstruck 404″, a następnie sprawdzić pierwsze i najnowsze utwory) przyciągnęło mnie do obserwowania jego dalszych kroków w muzyce. Na chwile obecną chyba nikt nie jest w stanie określić jak daleko zajdzie jednak rosnąca popularność, zarówno na youtube, jak i soundcloudzie wróżyć może nagły popęd do wydania pierwszego legalnego projektu, po którym można byłoby spekulować dalszy rozwój kariery.

Na tym chyba możemy zakończyć pierwszą część tej serii zwłaszcza, że kilka sylwetek jeszcze przed nami. Zapewne całość podsumujemy w ostatnim felietonie, starając się przybliżyć kto i jak daleko może jeszcze zajść do końca tego roku. Artyści, którzy pojawią się w tym cyklu są “dziwną” mieszanina, z której myślę, że każdy będzie mógł odkryć nowego artystę, który wpadnie w jego gusta. Raperzy będą z różnych “kręgów” zainteresowań od tych, o których już teraz jest głośno, tak jak w przypadku Tyla oraz tacy, którzy zaczynają dopiero kreować swój wizerunek sceniczny i brzmienie jak Vincent. Nie jest to również typowanie przyszłych Freshman’ów, bo to grono stanowi oddzielnym tematem – ten cykl radzę potraktować jako poznanie nowych, wchodzących dopiero na większą scenę wykonawców.

Korekta: Karola Pisarz

Zeen is a next generation WordPress theme. It’s powerful, beautifully designed and comes with everything you need to engage your visitors and increase conversions.

Więcej?
„Definicją Czeluści jest hala wypełniona dymem i grupami zajawkowiczów” – rozmowa z Jutrø i Kosą