fbpx

Idealna muzyka na studniówkę? Bierzemy pod lupę pierwsze legalne dzieło Maty!

Rok temu słyszała o nim garstka. Teraz zajmuje czołowe lokaty w polskich topkach na Spotify czy TIDAL. Mata, Warszawski raper, który w rok zrobił więcej niż ja mam w planach, a mam sporo! Głośniej zrobiło się o nim za sprawą akcji SBM Starter, kiedy to nagrał kapitalną „Bibliotekę Trap”. Praktycznie po chwili wylądował w ekipie Solara i Białasa, dostając cieplutką posadkę w tym bardziej alternatywnym skrzydle muzycznym. Kilka dni temu dostaliśmy jego pierwszą legalną płytę – „100 dni do matury”. Czy jest to esej na piątkę?

fot. Michał Mazurek

On zaczął robić te rapy i w zasadzie mu pykło.

Mata jest tak abstrakcyjnym połączeniem, że w zasadzie wszyscy czekali, ale każdy z innych powodów. Po prostu każdy był ciekaw co nam pokaże i jakiego wariactwa doświadczymy na krążku. Podczas promocji dostaliśmy unikalną „Matę Montanę” i poruszającą całą Polskę „Patointeligencję”. Zainteresowanie było ogromne, Mata nie szalał w social mediach, SBM podsycało temat płyty, wszystko to tworzyło mieszankę wybuchową. No i wybuchła wraz z dzwonkiem kuriera do drzwi, a tam… Paczka wielkości teczki biurowej. A w środku faktyczna teczka z nieoczekiwaną zawartością. Oprócz samego albumu znalazła się tam też pierwsza EPka Michała, „Fumar Mata”, wlepka (PROPS – przyp. redakcji) oraz esej z języka polskiego, który był jego pracą maturalną. Świetny dodatek, tylko umilający obcowanie z materiałem. Jeśli chodzi o wydania przedsprzedażowe płyt, SBM wchodzi o oczko wyżej niż inne wytwórnie w Polsce. Czas otworzyć głównego bohatera.

On zaczął robić te rapy o katechetkach, matematyce i melanżach.

O czym jest ta płyta? O etapie życia, które każdy z nas przeżywał lub przeżywa nadal. O lekcjach, o imprezach, o matematyce, o pierwszych randkach, o kłótniach z rodzicami. „100 dni do matury” to pamiętnik Maty z czasów licealnych. Każda kartka zapisana jest innym wydarzeniem z jego życia. Siedzimy z nim w ławce na matematyce, zgonujemy na podłodze w domu znajomego, okłamujemy rodziców w sprawie imprezy. Michał obserwuje szkolne korytarze i społeczeństwo licealne i spisuje swoje wnioski w notes. Podszedłem do tych numerów bardzo melancholijnie. Praktycznie 90% numerów mogłaby być napisana i nagrana przeze mnie, tak jak przez większość z nas. Za chwilę będę miał 22 lata, a Mata zabrał mnie ponownie do pięknego świata nastoletniej beztroski, gdzie kryjesz się z fajkami przed rodzicami i popisujesz się na melanżu tym, ile wódki możesz w siebie wlać. Tematycznie jest więc spójnie. Michał ponarzeka na wkurwiające go słowa, opowie jak było na nartach z ziomkami podczas ferii zimowych, zakończy płytę ukłonem dla ważnych postaci w jego życiu. Album przemyślany od deski do deski jeśli chodzi o koncept. Jak jest z techniką?

On zaczął robić te rapy pisząc te teksty na matmie.

Jest oldschoolowo. I to jest chyba dla mnie największe zaskoczenie. Nie miałem wielkich oczekiwań co do albumu, ale myślałem, że będzie to krążek nagrany w klimacie trapowej „Biblioteki”. Tymczasem dostajemy staroszkolne perły w postaci „Tanga”, „Homo ludens”, „Konkubinatu” i wielu innych numerów. Uświadczymy w kilku kawałkach akcent nowej szkoły, ale cała płyta ma sznyt klasycznego brzmienia. Lekkie, ciekawe bity. Klimatyczna „Sangria” na bicie Cichonia (PROPS – przyp. redakcji) to podróż na skąpane wakacyjnym słońcem ulice, z kolei mocne brzmienia w „Tangu” idealnie komponują się z agresywnymi linijkami w tym numerze. No właśnie, kilka słów o tekstach. Mam taki mały problem z Matą, że wykręca mi twarz w gest grymasu przy każdym wersie o czynnościach seksualnych czy innych tematach bardziej lub mniej określanych mianem tabu. Michał jest bardzo odważny rzucając „napletami”, „piździskami” i innymi tego typu zwrotami. Po czasie oswajam się z tymi charakterystycznymi zwrotkami, ale pierwsze wrażenia są po prostu dziwne. Tak naprawdę to Matczak ma w głębokim poważaniu swoje teksty od strony technicznej. Czasami zgubi rym czy flow, czasami rzuci jakimś ciekawym porównaniem lub zastosuje śpiewany refren. I trudno do tego nie podejść z uśmiechem, chłopak bawi się językiem i wyrzuca z siebie swoje myśli. Można powiedzieć, że wierzę w każde jego słowo na tej płycie, biorąc naturalnie pod uwagę wszelką hiperbolizację czy przenośnię. Tak czy siak „100 dni do matury” to kopalnia zarówno złotych myśli, jak i głupkowatych cytatów przypominających karne wpisy do zeszytów.

On zaczął robić te rapy i tak szybko nie skończy (mam nadzieję).

Album jest długi, bo to ponad godzina muzyki, w niektórych momentach ciut nudnawy. Jest to jednak spowodowane moim przyzwyczajeniem do słuchania krótkich materiałów i nie traktuję tego jako wadę, taka rola LP. Są też goście, których mogliście się spodziewać obecności, ale nie ich wkładu – na “100-u dniach” zagościło trzech ziomków Michała w numerze traktującym o jego ekipie. Swoją drogą „Gombao 33” to drugie „Millenium Sport” i z chęcią poskaczę do tego na koncercie, świetny, szybki i zwariowany kawałek. Mamy tu jeszcze profesora Bralczyka. Byłem w ogromnym szoku po ogłoszeniu tego, jakby nie patrzeć, gościnnego udziału na płycie rapowej. Jest to jednak tylko kawałek personalnego wykładu Pana Bralczyka w numerze o znienawidzonych słowach. Kto jak nie Pan Jerzy mógłby udzielić się na utworze o tematyce lingwistyki? Żaden materiał nie jest oczywiście idealny, tu jednak doszukiwałbym się wad na siłę, a nie chcę tego robić. Minus za cringe wersy, drugi minusik za dłużyznę, ale są to bardziej osobiste uwagi niż poważne niedociągnięcia. „100 dni do matury” to zwyczajnie projekt mocno dopracowany. Zachęcam do sprawdzenia i powspominania licealnych chwil. Miłego dnia!

Zeen is a next generation WordPress theme. It’s powerful, beautifully designed and comes with everything you need to engage your visitors and increase conversions.

Więcej?
Odmul się bracie, siedź do piątej rano w chacie – Sterylna Impreza w pigułce