fbpx
fot. Damian Łydek

„Definicją Czeluści jest hala wypełniona dymem i grupami zajawkowiczów” – rozmowa z Jutrø i Kosą

Tegoroczny Czeluść Festiwal jest jedynym dużym, około hip-hopowym festiwalem, który ostał się w harmonogramie imprez. Zaplanowany został na 28 i 29 sierpnia i podobnie jak w ubiegłym roku, nasza wieloosobowa Sajkokadra wybiera się do Krakowa, aby zrobić gnój w Zet Pe Te. Jadąc na poprzednią edycję miałem obawy, które krążyły wokół pytania – „czy ja się w ogóle odnajdę w takim klimacie?”. Pierwsze dwie godziny eventu rozwiały moje wątpliwości. Nigdzie wcześniej nie spotkałem się z bardziej pozytywną, wręcz rodzinną atmosferą i żaden festiwal nie otworzył mi do tej pory w takim stopniu głowy na inne brzmienia. Skacowany wracałem do Warszawy i jednego byłem pewny – za rok powracam na południe i powtarzam Czelomelanż.

Korzystając z okazji, skontaktowaliśmy się z duetem producentów Jutrø x Kosa oraz szefową biura festiwalowego – Martą Lipską i zadaliśmy im kilka pytań dot. nadchodzącej edycji Czeluści. Nie jest to pierwszy i nie ostatni raz, kiedy wspólnie robimy ruchy. Pierwszych dwóch już w sierpniu usłyszycie z nami na antenie newonce.radio. Jeśli mieliście wątpliwości czy w tym roku brać udział w festiwalu, to po przeczytaniu tej rozmowy już mieć nie powinniście.

fot. Damian Łydek

Patryk Roszyk: Siemanko. Rozmawiamy równo miesiąc przed rozpoczęciem kolejnej już edycji Czeluść Festiwalu. Zacznijmy może od kwestii bardzo podstawowej, ale nakreśli ona czytelnikom to, z jaką muzyką będą mieli styczność. Jak zdefiniowalibyście Czeluść jako twór muzyczny, ale też jako firmę oraz rozwijającą się markę?

Kosa: Siemano. Muzyka naszego festiwalu to podziemne basowe gówno przemieszane w bezczelny sposób z mainstreamowym rapem. Naturalnie znajdziemy też współczesnych wieszczów z podziemia, którzy dopiero rozkręcają się na rynku muzycznym. Definicją Czeluści jest ciemna hala wypełniona dymem, lakonicznym światłem i spoconą grupą muzycznych zajawkowiczów. Muzyka „czeluściowa” to skrajne emocje, opakowane w nowoczesny sound design, a nasza firma to inkubator nieszablonowych rozwiązań promowania polskiej elektroniki i wszystkiego wokół niej.

W morzu około hiphopowych, dużych, wakacyjnych imprez, zostaliście prawdopodobnie ostatnią arką i przypieczętowanie tegorocznych, niezbyt wesołych wakacji, należy do Was. Ludzie wątpili, że to się uda, ale Wy prawdopodobnie także mieliście momenty wątpliwości. Jak wyglądała Wasza praca podczas pandemii i lockdownu? W jaki sposób dobieraliście artystów i czy na tym polu również wystąpiły przeszkody?

Jutrø: Nasze życie to gra w ruletkę. Jesteśmy hazardzistami, nie ponieważ chcemy, ale ponieważ takie są realia naszej pracy. Nigdy nie wiesz jak pójdzie taki festiwal, masa rzeczy może się po drodze na Ciebie walić. Często się z tego śmiejemy, ale czasem jest to śmiech przez łzy. Trzeba być totalnym świrem, żeby robić to, co my. Trzeba mieć nerwy ze stali i trzeba to naprawdę kochać.  Sytuację z pandemią potraktowaliśmy jako kolejną przeciwność losu. Był to dla nas ciężki cios, bo z żadnej strony nie otrzymaliśmy jakiegokolwiek wsparcia finansowego. Nadal temat wisi na włosku, to chore, tak chore, jak chory jest COVID. Staramy się działać, poruszać, być elastyczni, reagować szybko. Chcemy żeby to się odbyło i chcemy, żeby ludzie byli zadowoleni, ale nie wszystko leży w naszych rękach. 

fot. Kuba Kołoczek

Rozpatrując organizację Czelki przez pryzmat tej nieszczęsnej sytuacji, trzeba wrócić do ubiegłego roku, kiedy zdawało się, że był to dotychczas najlepiej przygotowany festiwal spod szyldu „CZELUŚĆ”. W tym roku możemy się domyślać, że nie do końca uda Wam się zrealizować wszystkie plany. Czy uchylicie rąbka tajemnicy i powiecie jakie pozamuzyczne atrakcje będą czekały na miejscu, a czego nie udało się Wam zrealizować?

Jutrø: Co roku staramy się rozwijać i dopracowywać ten festyn. Najważniejszych spraw nie widać gołym okiem, bo dzieją się wewnątrz naszej organizacji. Sporo się napociliśmy z  naszym menago i dyrektorem gówna Czeluść Festiwal – Martą Lipską, żeby doszlifować przeróżne małe kwestie, jak na przykład namiot merchu z przymierzalnią i masą nowych przedmiotów, możliwością bezpiecznej płatności poprzez terminal zbliżeniowy i innymi bajerami. 

Marta: To prawda, kosztowało nas to sporo pracy i wielu godzin rozkmin nad tym, co sprawdzi się najlepiej i co ułatwi życie zrówno nam, jak i festiwalowiczom, ale ogromna część tej roboty została odwalona właśnie w zeszłym roku. To, że trzecia edycja śmigała jak należy sprawiło, że w tym roku możemy już stosować pewne sprawdzone patenty. Co do atrakcji na CF2020 – wydaje mi się, że ludzie wracają do nas dla trzech najważniejszych elementów, czyli muzyki, przestrzeni i ludzi, a na nie pandemia nie ma na szczęście wielkiego wpływu. Nawet w trakcie lockdownu ostro pracowaliśmy nad nową kolekcją dostępną na merchu, także czelociuchy są dopięte na ostatni guzik. 

Jesteście pomostem pomiędzy środowiskiem hip-hopowym, a ciężkimi brzmieniami. Mówiąc trochę w sposób polityczny – da się odczuć, że zbieracie ten najbardziej pozytywnie nacechowany fanbase z obu stron. W jaki sposób zachęcilibyście ludzi, którzy mają obawy przed przyjazdem na Czelkę spowodowane myślą, że nie odnajdą się w panującym tam klimacie?

Kosa: Czeluść Festiwal to przede wszystkim unikatowa, rodzinna atmosfera. Podczas corocznego wydarzenia panuje klimat radości, wszechobecnej pogody ducha i wzajemnego szacunku. Między samymi uczestnikami Festu, kręcą się producenci, raperzy, youtuberzy, modelki i reżyserzy, nie ma u nas aż takiej separacji jak na innych eventach w Polsce. Graliśmy na prawie wszystkich dużych festiwalach w kraju i nigdzie nie dało się wyczuć aż tak specyficznego połączenia między ludźmi jak u nas. 

fot. Konrad Tułak



W błyskawicznym tempie rozrasta się Wam grono miłośników. Zredefiniowaliście słowo „fanatyk” i w kontekście Waszych oddanych fanów, nie jest ono zupełnie negatywnie nacechowane. To sztuka, która nie każdemu się udaje, a jednak Wam budowanie tych więzi przychodzi aż nadto naturalnie. Czy odpowiada za to Wasze poczucie obowiązku i marzenia, żeby zbudować muzyczną „wspólnotę”, otwierającą ludziom głowy i niosącą pozytywną energię?

Jutrø: Czelo Pyski, bo tak ich nazywamy, co wzięło się od nazwy grupy na FB poświęconej kontaktowi z naszymi fanami, to ciekawa grupa. Trzeba pamiętać, że jesteśmy nadal alternatywni, offowi, na uboczu. Tak będzie. Przyciągamy więc ludzi pragnących tej odmienności. Ludzi często gardzących mainem, tak, jak ja gardziłem nim za czasów, gdy byłem punkiem. Często spieramy się z tymi fanatykami, chcemy żeby byli otwarci. Lubimy te starcia, bo czelo-extremizm nam się nie podoba. Oni chcą dobrze, ale trzeba dojrzałości, żeby zrozumieć, że elitaryzm nie służy niczemu dobremu. Cieszymy się jednak z tak oddanego grona fanów, to nasza druga rodzina. Pozdro.

To pytanie będzie z serii tych, które brzmią np. „skąd ksywa KOSA”, albo „dlaczego rap”, ale muszę je zadać, bo przy każdej okazji się z nim spotykam. Czym jest RUSKI POP? Kto wpadł na pomysł wykreowania tego tworu i na czym się on opiera?

Kosa: Ruski Pop urodził się całkowicie naturalnie i był wynikiem kończenia setów kawałkami hard stylowymi (koło 2016 roku). W tamtych czasach było to dla ludzi szokujące doznanie i sami nie wiedzieli czy ta muzyka to coś kozackiego, czy raczej prymitywne gówno. Granie pojedynczych kawałków na zakończenie imprez nie wystarczyło nam na długo, postanowiliśmy zatem wyprodukować osobny cykl imprez, Fifi wpadł na nazwę Ruski Pop, ogarnęliśmy klikę osób, które znają się też na tego typu gatunkach muzycznych i poszło. Ruski Pop opiera się na zabawie, najważniejsza jest w nim czysta i niepohamowana zabawa. 

fot. Dorota Grzegorczyk

Festiwalowo mocno przywiązaliście się do Krakowa. Wielokrotnie spotykacie się na pewno ze stwierdzeniem, że logistycznie nie jest to najlepsze miejsce na takie przedsięwzięcia i na przykład Warszawa byłaby lepszym rozwiązaniem – łatwiejszy dojazd itd.. Skąd takie bratanie się z Krakowem? Sentyment? Tradycja?

Jutrø: Haha, byku. Kraków to nasze miasto wypadowe, tu się wychowaliśmy. Lokalizacja tego miasta jest w zasadzie symboliczna, bo to nie jest łatwe miejsce i nie jest łatwo dostępne. Ale przecież to też nasze miasto. Tu nie dociera nawet echo Warszawy. Będąc tu nie kolegujesz się z tymi tam. Nie ze względu na jakieś uprzedzenia. Kochamy naszych Warszawskich świrów. Po prostu tak jest i to chcemy celebrować. Trzeba się napocić, żeby tu być i przetrwać. Tak, jak trzeba się napocić pod sceną główną CF2020. Kraków na życie bracie. Elo.

Co planujecie na resztę tego roku? Wiemy, że póki co przełożony został kwietniowy koncert Ronniego Ferrari, ale jeśli wszystko pójdzie po myśli, to niedługo będziemy mieli możliwość wspólnego melanżowania. Co poza tym? Obostrzenia coraz bardziej łagodne, możliwości do zrobienia imprez są.

Kosa: Jak co roku siadamy nad Woluminem, nie wiem jak to zleciało, ale będzie to już szósta odsłona składanki. ZetPeTe – nasza klubowa Mekka, zniknie we wrześniu z niesamowitej pofabrycznej przestrzeni Krakowa. Mamy już informację o nowych inwestycjach w opuszczonych przestrzeniach naszego miasta, także niewątpliwie pojawią się ciekawe imprezy pod koniec 2020 roku.

fot. Konrad Tułak

Niewiele osób wie, jak jako organizatorzy musicie zapieprzać podczas samego festiwalu i często nie macie przez to czasu na zabawę. Ze swojej strony chciałbym na sam koniec zachęcić do szanowania porządku zaprowadzanego przez osoby pomagające w organizacji Czeluści. Gnój gnojem, ale przede wszystkim rozsądek, szacunek, kultura i zdrowa zabawa. Widzimy się już za miesiąc. Czy dodalibyście od siebie coś na koniec?

Jutrø: Dzięki przeogromne. Widać, że jesteś Czelo Pyskiem! My to nazywamy gaszeniem pożarów. To, co dzieje się podczas festu ciężko jest opisać. Mamy tyle historii z tych paru ostatnich lat. Czasem ciężko w nie uwierzyć. A jednak żyjemy i wszystko do tej pory się udawało. Czujemy, że stworzyliśmy coś wyjątkowego i kochamy ten czas, gdy do festu już coraz bliżej. A na samym CF, co nóż, gnój. Masę pięknego, chorego gnoju. Nie dodajemy nic. Pozdro i dzięki za kumaty wywiad.

Bilety dostępne na platformie Going:
https://goingapp.pl/evt/2182025/czelusc-festiwal-2020-zmiana-daty
Do Facebookowego wydarzenia przejdziecie po kliknięciu TUTAJ.

Zeen is a next generation WordPress theme. It’s powerful, beautifully designed and comes with everything you need to engage your visitors and increase conversions.

Więcej?
Tytus: Lordofon pozamiatał nową płytą